Ostatnio Dodane
| Wykład 1 |
| Tuesday, 03 March 2009 12:29 |
|
There are no translations available. Die Theozophie des Rosenkreuzers / wyd. orygin.: 1951] Wyklady wygloszone od 22.05 do 06.06. 1907 r. w Monachium (tom GA 99 w katalogu Dziel Zebranych Rudolfa Steinera) ... Kto nie rozwinal w sobie zdolnosci duchowych, jasnowidzenia, nie moze samodzielnie dojsc do duchowych prawd w wyzszym swiecie. Dla zdobywania prawd duchowych jasnowidzenie jest warunkiem koniecznym. Ale tylko dla zdobywania; gdyz do chwili obecnej zaden prawdziwy prad rózokrzyzowiecki nie podawal nauk, których nie mozna zrozumiec zwyklym, powszechnym, logicznym rozumem. Jezeli ktos zarzuca teozofii rózokrzyzowców, ze do zrozumienia jej trzeba byc jasnowidzacym, to nie ma racji. Nie chodzi tu wcale o zdolnosc bezposredniego przezywania wyzszych prawd widzeniem i slyszeniem duchowym. Jezeli ktos nie moze pojac madrosci rózokrzyzowców na drodze czysto myslowej, to oznacza, ze jeszcze nie wyrobil w sobie dostatecznie umiejetnosci logicznego myslenia... Wyklady, które rozpoczynamy, nosza tytul: "Teozofia rózokrzyzowców". Jest to ta sama prastara, a jednak wiecznie nowa, madrosc ujeta w dostosowana do naszych czasów metode. W metode, która wlasciwie istnieje juz od XIV wieku. Nie bedziemy jednak zajmowali sie historia rózokrzyzowców. Wiecie wszyscy, ze dzis nawet w szkolach podstawowych wykladaja cos w rodzaju geometrii, do której nalezy równiez twierdzenie Pitagorasa. Dzieci ucza sie elementów geometrii niezaleznie od tego, w jaki sposób ta geometria powstala. Cóz bowiem wie dzisiaj uczen szkoly poczatkowej o Euklidesie? A jednak uczy sie wlasnie geometrii euklidesowej. Dopiero znacznie pózniej, kiedy zapozna sie juz z samym przedmiotem, z jego trescia, dowiaduje sie - np. na lekcji historii nauki - w jakiej formie, w jakiej postaci zjawilo sie pierwotnie w dziejach ludzkosci to, co dzisiaj dostepne jest dla wszystkich w szkolach podstawowych. Tak samo jak na poczatku nauki geometrii nie obchodzi ucznia, w jakiej formie przekazal ja kiedys ludzkosci Euklides, podobnie i my nie bedziemy sie ogladali na to, jaka byla w historii linia rozwojowa tzw. pradu rózokrzyzowców. I tak jak uczen zapoznaje sie z geometria, podchodzac do samej rzeczy, do jej tresci, tak i my rozwazac bedziemy sama tresc madrosci rózokrzyzowców. Kto zna zewnetrzna historie rózokrzyzowców, tak jak jest ona przedstawiana w literaturze, ten niewiele wie o istotnej tresci ich teozofii. To, co stanowi istote tej teozofii, zyje od XIV wieku jako prawda, niezaleznie od zewnetrznej historii tego ruchu; podobnie jak geometria jest prawdziwa i mozna ja poznac niezaleznie od jej historii. Dlatego tylko pobieznie dotkniemy tego, co najwazniejsze w historii rózokrzyzowców. W roku 1459, jako nauczyciel niewielkiego grona wtajemniczonych uczniów, wystapil Christian Rosenkreutz. Pod tym nazwiskiem znany byl swiatu czlowiek, który byl inkarnacja bardzo wysokiego jestestwa duchowego. W roku 1459, w scisle zamknietym kole bractwa o celach duchowych, zwanego Fraternitas Rosae Crucis, Christian Rosenkreutz zostal wyniesiony do godnosci Eques Lapidis Aurei, Rycerza Zlotego Kamienia. Ta wysoka indywidualnosc duchowa, która wcielila sie na planie fizycznym jako Christian Rosenkreutz, dzialala odtad w tym samym ciele jako przewodnik i nauczyciel pradu rózokrzyzowców. Znaczenie wyrazenia w tym samym ciele równiez wyjasnimy sobie w trakcie nastepnych wykladów, gdzie bedzie mowa o losie czlowieka po smierci. Madrosc, o której tu mówimy, prawie do konca XVIII wieku dostepna byla tylko dla czlonków zamknietego bractwa, obwarowana surowymi przepisami, które odcinaly ja od swiata zewnetrznego. W XVIII wieku misja tego bractwa stalo sie przelanie w ówczesna kulture Europy Srodkowej duchowej ezoterii; widzimy wiec tu i ówdzie zjawiska, które wprawdzie naleza do zewnetrznej, egzoterycznej kultury, sa jednak niczym innym, jak wyrazem madrosci ezoterycznej. W ciagu ubieglych stuleci niejeden czlowiek usilowal w taki czy inny sposób dotrzec do istoty madrosci rózokrzyzowców, ale to sie nie udawalo. I tak np. Leibnitz na prózno usilowal zblizyc sie do zródel tego pradu. Natomiast madrosc ta widoczna jest w pewnym dziele - egzoterycznym zreszta - które powstalo pod koniec ziemskiej drogi Lessinga. Jest to jego "Wychowanie rodu ludzkiego", tekst, który czytac trzeba miedzy wierszami. Po jej szczególnym ezoterycznym zakonczeniu mozna poznac, ze jest to zewnetrzny wyraz glebokiej madrosci rózokrzyzowców. Najwspanialej jednak przejawila sie ona u czlowieka, który skupial w sobie cala ówczesna kulture europejska - u Goethego. Goethe, jako stosunkowo mlody czlowiek, zblizyl sie do zródla inspiracji rózokrzyzowców i w pewnym sensie dostapil niezwykle wysokiego wtajemniczenia. Latwo powstac moga nieporozumienia, gdy mówi sie o wtajemniczeniu Goethego; dlatego moze lepiej bedzie wyjasnic to troche blizej. Bylo to w czasie, kiedy Goethe opuscil uniwersytet w Lipsku, zanim dostal sie do Strassburga. Zdarzylo sie wtedy cos w najwyzszym stopniu niezwyklego. Goethe doznal wstrzasajacego przezycia, którego zewnetrznym wyrazem byla ciezka, smiertelna choroba. To wazne przezycie, pewnego rodzaju wtajemniczenie, przyszlo wlasnie w czasie choroby. Goethe nie zdawal sobie z tego jasno sprawy, dzialalo ono poczatkowo w jego duszy w formie poetyckiego natchnienia, pradu, który w najprzedziwniejszy sposób przenikal do jego utworów. Taki wlasnie cudowny przeblysk mamy w wierszu "Tajemnice", który najblizsi przyjaciele Goethego zaliczali do jego najglebszych utworów. I rzeczywiscie, Goethe juz nigdy potem nie mógl zdobyc sie na zakonczenie tego poematu. W granicach ówczesnej kultury nie bylo jeszcze mozliwe znalezienie formy zewnetrznej dla oddania calej glebi, jaka zyje w tym wierszu. Mamy w tym utworze najglebsze tajemnice duszy Goethego, a dla wszystkich komentatorów Goethego niedostepna zagadke. Otrzymane wówczas wtajemniczenie z czasem stalo sie dla Goethego bardziej swiadome. Dzieki temu mógl stworzyc ów niezwykly utwór pisany proza: Bajka o zielonym wezu i pieknej Lilii. Jest to jeden z najglebszych utworów literatury swiatowej. Kto go dobrze rozumie, ten wie duzo o madrosci rózokrzyzowców. Kiedy madrosc ta miala przeniknac do ogólnej kultury, w pewien sposób zostala zdradzona - nie ma potrzeby wdawac sie w to blizej - i niektóre jej prawdy przedostaly sie w szeroki swiat w znieksztalconej formie. Ta wlasnie zdrada z jednej strony, z drugiej zas koniecznosc, jaka zachodzila, aby kultura zachodnioeuropejska rozwijala sie w ciagu XIX wieku bez zadnych ezoterycznych wplywów, te dwa powody sprawily, ze zródla madrosci rózokrzyzowców pozornie cofnely sie w glab, w ukrycie. W pierwszej polowie XIX wieku, a nawet jeszcze pózniej, wiedza ta byla w znacznej mierze niedostepna. Dopiero w naszych czasach stalo sie znowu mozliwe otwarcie zródla tej madrosci, aby mogla ona przeniknac do kultury zewnetrznej. Jezeli przyjrzymy sie kulturze wspólczesnej, to zrozumiemy powody, dlaczego musialo sie tak stac. A teraz chcialbym podac dwa charakterystyczne rysy, którymi odznacza sie madrosc rózokrzyzowców, a które wazne sa dla jej misji w swiecie. Pierwszy zwiazany jest z cala postawa czlowieka wobec madrosci, która jest nieco inna niz ezoteryczna forma madrosci chrzescijansko-gnostycznej. Musimy tu poruszyc, na razie pobieznie, dwa aspekty zycia duchowego, jezeli chcemy zdac sobie jasno sprawe z tego odrebnego stanowiska. Pierwszy z nich to stosunek ucznia do nauczyciela i tu musimy poruszyc dwie rzeczy. Musimy rozwazyc po pierwsze to, co nazywamy jasnowidzeniem, po drugie to, co nazywamy wiara w autorytet. Pod slowem jasnowidzenie - które wlasciwie nie jest dobrym wyrazeniem - rozumiemy nie tylko widzenie, ale takze i slyszenie duchowe. To sa dwa zródla wszelkich pouczen o ukrytej madrosci swiata i z zadnych innych zródel nie moze plynac prawdziwe poznanie. W metodzie rózokrzyzowców mamy jednak wazna, zasadnicza róznice miedzy dochodzeniem, zdobywaniem prawd duchowych, a ich pojmowaniem. Dla rózokrzyzowca istnieje ogromna róznica miedzy dochodzeniem, otrzymywaniem prawd duchowych, a ich pojmowaniem. Kto nie rozwinal w sobie zdolnosci duchowych, jasnowidzenia, nie moze samodzielnie dojsc do duchowych prawd w wyzszym swiecie. Dla zdobywania prawd duchowych jasnowidzenie jest warunkiem koniecznym. Ale tylko dla zdobywania; gdyz do chwili obecnej zaden prawdziwy prad rózokrzyzowy nie podawal nauk, których nie mozna zrozumiec poslugujac sie zwyklym, logicznym mysleniem. Jezeli ktos zarzuca teozofii rózokrzyzowców, ze do zrozumienia jej trzeba byc jasnowidzacym, to nie ma racji. Nie chodzi tu wcale o zdolnosc bezposredniego przezywania wyzszych prawd przy zaangazowaniu duchowego widzenia i slyszenia. Jezeli ktos nie moze pojac madrosci rózokrzyzowców na drodze czysto rozumowej, to oznacza tylko, ze jeszcze nie wyrobil w sobie dostatecznej umiejetnosci logicznego myslenia. Jezeli przyjmujemy to, co daje dzisiejsza kultura, jezeli nie zalujemy trudu, cierpliwosci, wytrwalosci, by sie uczyc, to z pewnoscia bedziemy w stanie pojac i zrozumiec to, co mówi nauczyciel rózokrzyzowej madrosci. Jezeli czyjs umysl odrzuca te prawdy i mówi: "Ja tego nie rozumiem", to powodem jest nie to, ze dla niego swiat ducha jest jeszcze niedostepny, tylko ze za malo wykorzystuje swoje mozliwosci logicznego myslenia, nie poglebia wystarczajaco przezyc oraz mysli, jakie mu daje zwykle, dzisiejsze wyksztalcenie. Pomyslcie tylko, jakie nieslychane spopularyzowanie wiedzy nastapilo w ciagu ubieglych dwudziestu stuleci i spróbujcie wyobrazic sobie chrzescijanski prad rózokrzyzowy w XIV wieku. Pomyslcie, jakze inny byl stosunek rozproszonych po swiecie ludzi do nauczycieli; dzialalo tutaj mówione slowo. Malo kto zdaje sobie dokladnie sprawe, jaka olbrzymia ewolucja dokonala sie od tamtych czasów. Wystarczy wspomniec o wynalezieniu druku. Dzieki temu wynalazkowi tysiacami, milionami dróg przedostaje sie dzisiaj do nurtu ogólnej kultury to, co wypracowujemy na wyzynach zycia duchowego. Poczynajac od ksiazki, a konczac na najmniejszej wzmiance w pismie codziennym mamy niezliczona ilosc dróg, którymi ogromna masa pojec przenika w zycie. Sa to jednak drogi, które otworzyly sie dopiero niedawno i sprawily, ze intelekt zachodnioeuropejski przyjal zupelnie inna forme. Od tego czasu dziala on zupelnie inaczej. Odwieczna madrosc, wystepujac w nowej postaci, musi sie z tym liczyc. Trzeba bylo stworzyc jej nowa postac, tak by mogla dotrzymac kroku temu postepowi. Madrosc rózokrzyzowców jest dzisiaj w stanie oprzec sie kazdemu zarzutowi ze strony zarówno popularnej wiedzy, jak i powaznej, glebokiej nauki. Ostoje przeciw ewentualnej krytyce ze strony wiedzy posiada madrosc rózokrzyzowa w sobie samej. Istotne zrozumienie wiedzy wspólczesnej, ale nie dyletanckie rozumienie, jakie zdarza sie czasem nawet u profesorów uniwersyteckich, lecz zrozumienie wolne od abstrakcyjnych teorii i fantastycznych wyobrazen materializmu, zrozumienie opierajace sie scisle na faktach, dostarcza wlasnie calego szeregu naukowych dowodów, wykazujacych prawdziwosc pogladów rózokrzyzowców. Drugi charakterystyczny aspekt tej madrosci dotyczacy stosunku ucznia do nauczyciela polega na tym, ze ten stosunek jest zasadniczo rózny niz w innych wtajemniczeniach. Sposób odnoszenia sie ucznia do nauczyciela w obrebie tego ruchu jest wlasnie czyms zupelnie innym niz wiara w autorytet. Postaram sie to wytlumaczyc na przykladach z zycia. Nauczyciel madrosci rózokrzyzowej pragnie byc dla swego ucznia tym, kim jest biegly matematyk dla swego ucznia. Czy mozna twierdzic, ze mamy tu do czynienia z wiara w autorytet? Nie! Czy mozna twierdzic, ze uczen nie potrzebuje nauczyciela matematyki? Niejeden powie, ze tak, bo poslugujac sie dobrymi ksiazkami mozna dojsc do tego samego przez samodzielne studia i tylko sposób poznania jest inny niz przy bezposrednim kontakcie z czlowiekiem. Podobnie tez kazdy, po osiagnieciu pewnego stopnia jasnowidzenia, móglby dojsc do wszystkich prawd duchowych; tylko ze nikomu nie wyda sie rozsadne, aby dazyc do celu dluzsza droga Podobnie nierozsadne byloby mówic: ?Chce sam z siebie dojsc do wszystkich prawd duchowych". Gdy nauczyciel biegly w matematyce przekazuje uczniowi swa wiedze, to uczen nie potrzebuje uciekac sie do wiary w autorytet, bo slusznosc prawd matematycznych sama do niego przemawia i jego rzecza jest tylko starac sie zrozumiec. Podobnie jest z calym rozwojem ezoterycznym w ujeciu rózokrzyzowców. Nauczyciel jest przyjacielem, doradca, który prowadzi do przezyc ezoterycznych, opierajac sie na wlasnym doswiadczeniu. Gdy sie juz raz do nich dojdzie, to przyjmowanie prawd ezoterycznych na wiare jest tak samo zbyteczne, jak przy twierdzeniu matematycznym, ze suma katów w trójkacie wynosi 180°. To, co w szkole rózokrzyzowców spotykamy jako autorytet, nie jest autorytetem we wlasciwym znaczeniu tego slowa, tylko po prostu sposobem skrócenia drogi do najwyzszych prawd. Teraz trzeba omówic stosunek wiedzy duchowej do ogólnej kultury duchowej. Na podstawie tego, co poruszymy w kolejnych wykladach, zobaczycie, ze prawda moze przeniknac bezposrednio do zycia praktycznego. Nie chodzi o zbudowanie jakiegos oderwanego systemu na teoretyczny tylko uzytek, ale o cos, co prowadzic moze do poznania glebokich podstaw naszej wspólczesnej wiedzy, do przenikniecia prawdami duchowymi naszego zycia codziennego. Madrosc rózokrzyzowców przyjac trzeba nie tylko glowa, nawet nie tylko sercem, trzeba aby przeszla nam w rece, przeniknela wszystkie nasze umiejetnosci manualne. Trzeba wcielic ja w czyn. Bo nie sentymentalne oddawanie sie wspólczuciu, tylko skoordynowane i celowe dzialanie jest praca w sluzbie ludzkosci. Prosze sobie tylko wyobrazic np. towarzystwo, które postawiloby sobie za jedyny cel "braterstwo" i nie zajmowalo sie niczym innym, jak tylko prawieniem kazan na temat tej idei. To nie bylby prad rózokrzyzowy. Rózokrzyzowiec nie mysli w ten sposób. Przypuscmy, ze ktos lezy na ulicy ze zlamana noga, a wokól niego zbiera sie gromadka kilkunastu ludzi przejetych milosierdziem i wspólczuciem; wszyscy oni razem wzieci mniej znacza niz jeden czlowiek, który potrafi opatrzec rannego, ewentualnie zestawic noge; moze wcale nie jest sentymentalny, ale podejdzie i pomoze. To jest wlasnie nastrój, który zyje w duszy rózokrzyzowca; chodzi mu o poznanie, które prowadzi do czynu, o opanowanie zycia poprzez poznanie. Wszelkie twierdzenia o milosiernym wspólodczuwaniu sa w swietle madrosci rózokrzyzowców nawet czyms niebezpiecznym; to ciagle podkreslanie wspólczucia wydaje sie pewnego rodzaju szukaniem wrazen. Czym na planie fizycznym jest lubowanie sie we wrazeniach nizszego rzedu, tym w dziedzinie duszy, na planie astralnym, jest tendencja do przezywania wszystkiego jedynie uczuciem, a nie poznaniem. Poznanie prowadzace do czynu, które pozwala nam wziac w rece zycie - naturalnie nie w znaczeniu materialistycznym, tylko poznanie zdobyte w dziedzinach ducha - przeobraza nas w praktycznych, zyciowych ludzi. Z poznania prawdy wyplywa harmonia zycia; jest ona naturalnym, niezawodnym rezultatem poznania. Moze sie zdarzyc, ze czlowiek, który potrafi opatrzyc rannego, minie go obojetnie, jesli brak mu zwyklego ludzkiego wspólczucia i dysponuje on wiedza dotyczaca jedynie swiata fizycznego. Przy poznaniu duchowym jest to niemozliwe. Nie moze byc istotnego poznania duchowego, które nie przenikaloby w zycie codzienne, w prace. Jest to wiec ta druga strona madrosci rózokrzyzowej, która osiaga sie tylko droga jasnowidzenia, ale pojac ja mozna zwyczajnym ludzkim rozumieniem. Na pozór wydaje sie to bardzo dziwne; aby miec przezycia w swiecie ducha, trzeba byc jasnowidzacym, ale zeby zrozumiec to, co widzi jasnowidzacy, jasnowidzenie nie jest potrzebne. Gdy jasnowidzacy przynosi wiesci ze swiatów ducha o tym, co sie tam dzieje, dajac w ten sposób ludzkosci to, co jest jej potrzebne, to kazdy, kto chce zrozumiec, zrozumie. Przystapimy teraz do rozpatrzenia siedmioczlonowej natury czlowieka wedlug metody rózokrzyzowców. Rozwazmy cialo fizyczne, o którym wszyscy sadza, ze je znaja, chociaz wlasciwie wcale tak nie jest. Tak samo jak patrzac na wode nie widzimy tlenu, musimy dopiero oddzielic go od wodoru, zeby sie z nim zapoznac, podobnie, patrzac na czlowieka, nie poznajemy, czym jest samo cialo fizyczne. Czlowiek jest polaczeniem ciala fizycznego, eterycznego, astralnego i innych wyzszych czlonów, tak samo jak woda jest polaczeniem chemicznym tlenu i wodoru. Czlowiek stanowi jednosc jako polaczenie wszystkich tych czlonów! Jezeli chcemy rozpatrywac tylko cialo fizyczne, to powinnibysmy usunac cialo astralne; to wlasnie ma miejsce w czasie glebokiego snu; sen jest pewnego rodzaju wydzieleniem ciala astralnego wraz z wyzszymi skladnikami natury ludzkiej z ciala fizycznego i eterycznego. Ale i wtedy mamy jeszcze przed soba cos wiecej niz cialo fizyczne; dopiero z chwila smierci, gdy i cialo eteryczne opuszcza cialo fizyczne, pozostaje samo cialo fizyczne. Jest to fakt o bezposredniej, praktycznej donioslosci. Wyjasnijmy to na przykladzie. Wezmy cialo astralne. W pradawnej przeszlosci, kiedy czlowiek mial jeszcze mglista, przycmiona zdolnosc jasnowidzenia, obrazowosc jego przezyc w tej dziedzinie byla zupelnie niepodobna do tego, co mamy dzisiaj. Obrazy zapadaly najpierw w jego cialo astralne. Musimy zdac sobie sprawe, ze w ciele astralnym czlowieka odbily sie kiedys obrazy trzech wymiarów przestrzennych - dlugosci, szerokosci i glebokosci. Ten obraz trójwymiarowej przestrzeni, odcisniety w ciele astralnym w pierwotnych czasach mglistego jasnowidzenia, przeniesiony zostal na cialo eteryczne. Tak jak pieczec odciska sie w roztopionym laku, podobnie obraz astralny odbil sie w ciele eterycznym; stamtad zas modelowal z kolei fizyczna postac, cialo fizyczne czlowieka. W ten sposób obraz trójwymiarowej przestrzeni uksztaltowal w naszym ciele pewien okreslony organ. Pierwotnie w ciele astralnym byl to obraz trzech prostopadlych do siebie linii w przestrzeni; to odcisnelo sie niby pieczec w ciele eterycznym. Tym samym uruchomiona zostala pewna czesc ciala eterycznego, która poczela pracowac nad jednym z organów we wnetrzu ucha, a mianowicie nad trzema tzw. kanalami pólkolistymi. Wszyscy je mamy; jezeli ulegna uszkodzeniu, to czlowiek przestaje orientowac sie w przestrzeni, dostaje zawrotów glowy, nie moze utrzymac sie w pozycji pionowej. Taki jest zwiazek miedzy obrazami ciala astralnego, silami ciala eterycznego i organami ciala fizycznego. W ogóle cialo fizyczne, cala zewnetrzna postac czlowieka, wywodzi sie z obrazów ciala astralnego i ze wspóldzialania sil ciala eterycznego; dlatego nie zrozumie ciala fizycznego ten, kto nie pozna najpierw ciala astralnego i eterycznego. Cialo astralne "poprzedza" cialo eteryczne, cialo eteryczne zas "poprzedza" cialo fizyczne. Tak sie ta rzecz komplikuje. Kanaly pólkoliste sa tak samo organem fizycznym jak nos; nie ma na swiecie dwóch identycznych nosów, a jednak mozna dostrzec pewne podobienstwo miedzy nosami rodziców i dzieci. Gdybysmy mogli studiowac u ludzi kanaly pólkoliste, to okazaloby sie, ze zachodza tu podobne róznice i podobienstwa jak miedzy nosami. Mozna dziedziczyc po rodzicach ksztalty tych kanalów. Jedynie najglebsza, wieczna duchowa tresc czlowieka, która przechodzi poprzez kolejne wcielenia, nie podlega dziedziczeniu. To, co nazywamy talentami, okreslonymi zdolnosciami, nie zalezy od wlasciwosci mózgu. Z tej samej logiki korzystamy w matematyce, w filozofii i w zyciu praktycznym. Róznice uzdolnien wystepuja dopiero wtedy, gdy stosujemy logike w dziedzinach, dla których organem poznania sa np. kanaly pólkoliste. Tak np. wybitnymi matematykami beda ludzie, u których ten wlasnie organ jest specjalnie wyksztalcony; jako przyklad moze sluzyc rodzina Bernoullich, która wydala szereg znakomitych matematyków. Dusza ludzka moze przyniesc ze soba na swiat cala moc predyspozycji czy to do muzyki, czy tez w innych dziedzinach. Jezeli jednak nie znajdzie w ciele fizycznym odpowiednio uksztaltowanych organów, nie bedzie mogla rozwinac tych zdolnosci. W ten sposób widzicie, ze niemozliwe jest istotne poznanie swiata fizycznego, o ile nie rozumiemy, jak w nim wszystko powstaje. Zadanie rózokrzyzowca nie polega na odsuwaniu sie od swiata fizycznego, bylaby to zla sprawa. Jego misja jest wlasnie przeduchowienie swiata fizycznego. Musi sie on wznosic w najwyzsze sfery zycia duchowego i dysponujac wiedza, jaka tam zdobyl, czynnie brac sie do pracy w swiecie fizycznym, a przede wszystkim posród ludzi. To jest prawdziwy poglad rózokrzyzowca; bezposredni wynik jego madrosci. Zabieramy sie do rozwazania takiej madrosci, która pomoze nam w zrozumieniu nawet najmniejszych rzeczy. Pamietajmy, ze najmniejsza rzecz, gdy jest na wlasciwym miejscu, moze prowadzic do wielkiego celu! |


