Wykład 9

Lepiej zrozumiemy rozwój ludzkosci w okresach planetarnych, jakie poprzedzaly nasza Ziemie, w okresach Saturna, Slonca i Ksiezyca, gdy raz jeszcze spojrzymy na czlowieka pograzonego we snie, w sennych marzeniach. Gdy czlowiek spi, jasnowidzacy widzi jego cialo astralne otaczajace jazn i unoszace sie nad cialem fizycznym. Cialo astralne znajduje sie wówczas poza cialem fizycznym i eterycznym, ale pozostaje z nimi polaczone.

Wysyla ono w wielki organizm kosmosu promienie, prady, wychyla sie niejako w kosmos. W spiacym czlowieku rozrózniamy cialo fizyczne, eteryczne i astralne, ale cialo astralne rozprzestrzenia sie w wielki organizm astralny. Gdybysmy wyobrazili sobie sytuacje, ze ludzie na planie fizycznym maja ciala przenikniete tylko cialem eterycznym, a cialo astralne z jaznia unosza sie ponad nimi, mielibysmy stan, w jakim ludzkosc znajdowala sie w okresie ksiezycowym. Jednak w okresie dawnego Ksiezyca cialo astralne nie bylo tak bardzo oddzielone od fizycznego; równie silnie zanurzalo sie w cialo fizyczne jak i wybiegalo w kosmos. Jezeli jednak wyobrazimy sobie stan, jaki zachodzi dzisiaj we snie tak glebokim, ze nawet obrazy marzen sennych nie przenikaja do swiadomosci, to mamy stan swiadomosci w okresie dawnego Slonca. I jezeli teraz wyobrazimy sobie, ze czlowiek umiera, a jego cialo eteryczne lacznie z astralnym i jaznia opuszcza jego organizm, ale w taki sposób, ze lacznosc nie zostaje calkowicie przerwana, ze to, co przeszlo na zewnatrz, co pograzone jest w otaczajacym kosmosie, zsyla na Ziemie swoje promienie i pracuje nad cialem fizycznym, to zrozumiemy stan, w jakim ludzkosc znajdowala sie na Saturnie. Sam glob dawnego Saturna zawieral tylko to, co stanowilo nasza fizycznosc; otaczala go eteryczno-astralna atmosfera, w której pograzone byly ludzkie jaznie. Ludzie rzeczywiscie istnieli juz w okresie Saturna, ale stan ich swiadomosci byl nieslychanie przytlumiony.

Zadaniem dusz ludzkich bylo ozywienie i utrzymanie aktywnosci tego, co nalezalo do nich na samym Saturnie. Pracowaly z góry nad swoim cialem fizycznym. Podobnie jak slimak, który wytwarza od zewnatrz swoja skorupe, tak i dusze pracowaly z zewnatrz nad zaczatkami organów ciala fizycznego. Opiszemy, jak sie ta praca przedstawiala, jak wygladal Saturn w tym czasie. Mówilem juz, ze uksztaltowaly sie tam w fizycznej cielesnosci zaczatki narzadów zmyslowych. Nad nimi to wlasnie pracowaly z zewnatrz, unoszac sie w atmosferze Saturna, dusze ludzkie. Przebywaly one w przestrzeni otaczajacej Saturna, w dole byla ich pracownia; tam wytwarzaly, dzialajac z zewnatrz, prototypy oka, ucha i innych narzadów zmyslowych. Jaka byla zasadnicza cecha zywiolu, który tworzyl glob Saturna? Trudno to opisac, bo w naszej mowie brak odpowiednich wyrazen. Nasza mowa jest obecnie calkowicie zmaterializowana, dostosowana tylko do planu fizycznego. Jest jednak wyrazenie, którym mozna do pewnego stopnia okreslic subtelna prace, jaka dokonywala sie na Saturnie: “odzwierciedlac sie”. Zywiol stanowiacy glob Saturna mial wlasnosc odbijania cala masa tego, co przychodzilo z zewnatrz jako swiatlo, dzwiek, smak, zapach. Wszystko to Saturn odsylal z powrotem w kosmos, wszystko wracalo odbite jak w zwierciadle. Mozemy to porównac z malenkim odbiciem wlasnej postaci, jakie dostrzegamy w zrenicy innego czlowieka. Unoszace sie w otoczeniu Saturna dusze ludzkie postrzegaly wlasne odbicie nie tylko w postaci barwnych obrazów. Byly to wszelkiego rodzaju wrazenia: smakowe, wechowe, cieplne. Saturn dzialal jak zwierciadlo.

Zyjacy w jego atmosferze ludzie promieniowali swa wlasna istota i z obrazów powstalych przez odbicie formowaly sie zaczatki narzadów zmyslowych; byly to bowiem obrazy, które dzialaly twórczo. Wyobrazmy sobie, ze stoimy przed lustrem. Widzimy nasze wlasne odbicie, które zaczyna tworzyc; nie jest jedynie martwym obrazem, jak dzisiejsze odbicie w lustrze. Daje to pewne wyobrazenie o twórczej dzialalnosci Saturna, o tym, jak ludzie zyli na Saturnie i dokonywali swej pracy. Na globie Saturna odbywal sie twórczy proces, a dusze ludzkie pograzone byly w górze w stanie glebokiej swiadomosci transu, i nie wiedzialy nic o odbiciach, które byly ich udzialem. Ich przytlumiona swiadomosc ogarniala jednak caly wszechswiat, który za posrednictwem nieswiadomych swego istnienia dusz ludzkich odzwierciedlal sie w substancji Saturna.

One same byly w duchowej substancji i nie mialy samodzielnosci. Byly tylko czescia duchowosci otaczajacej glob Saturna, nie mogly postrzegac duchowo. Istnialy jednak wyzsze duchy, które mogly postrzegac przy ich pomocy. Dusze ludzkie stanowily jakby organy tych duchów. Saturna otaczal wówczas caly szereg wyzszych istot. Byly to duchy zwane w ezoteryce chrzescijanskiej poslancami Boga: Aniolami, Archaniolami, Prasilami, Potegami. Wszystkie znajdowaly sie w atmosferze Saturna. Tak jak reka jest czescia organizmu, tak nasze dusze nalezaly do tych istot. Nie mialy swojej wlasnej swiadomosci, podobnie jak reka nie ma wlasnej, odrebnej swiadomosci. Pracowaly swiadomoscia wyzszych duchów, wyzsza swiadomoscia kosmiczna i ksztaltowaly w ten sposób obrazy narzadów zmyslowych, które po odbiciu od Saturna dzialaly twórczo.

Ksztaltowaly tez substancje Saturna. Nie powinnismy sobie wyobrazac, ze substancja ta byla równie gesta jak nasze dzisiejsze ciala. Stan najwiekszego zageszczenia w okresie Saturna byl znacznie rzadszy od naszego dzisiejszego fizycznego powietrza; a jednak Saturn mial tez swój byt fizyczny, tylko ze doszedl do stopnia zageszczenia, który nazywamy ogniem, cieplem, w którym dzisiejsza fizyka nie dostrzega zadnej materii. Dla wiedzy tajemnej cieplo jest jednak materia, tylko jeszcze subtelniejsza niz gaz; jego cecha jest tendencja do coraz dalszego rozprzestrzeniania sie. Glob Saturna utworzony byl wlasnie z takiej subtelnej materii, mial wiec zdolnosc do rozprzestrzeniania sie od wewnatrz, do wypromieniowania wszystkiego, odzwierciedlania. Takie cialo wypromieniowuje z siebie wszystko, nie dazy do tego, aby cokolwiek w sobie zatrzymac. Glob Saturna nie byl substancja jednolita, mozna w nim bylo dostrzec pewne zróznicowanie, pewna konfiguracje. Pózniej organy Saturna przybraly ksztalt kulistych komórek, tylko ze dzisiejsze komórki sa bardzo drobne, zas tamte kule byly wielkie, a skladajacy sie z nich Saturn przypominal troche olbrzymia maline lub jezyne. Na Saturnie nie mozna bylo jeszcze widziec, gdyz odzwierciedlajac odsylal on z powrotem wszystko, co docieralo do niego z zewnatrz jako swiatlo. Wewnatrz substancji Saturna panowala calkowita ciemnosc i dopiero w koncowej fazie swojego rozwoju zaczal sie troche rozjasniac. W otoczeniu jego atmosfery przebywaly pewne wyzsze duchy, które pomagaly w przygotowaniu powstajacych na Saturnie ludzkich narzadów zmyslów.

Dusze ludzkie nie byly jeszcze na tyle rozwiniete, by same mogly pracowac; pracowaly pod kierunkiem wyzszych duchów. Tak samodzielnie jak dzisiaj pracuje czlowiek, pracowaly na Saturnie pewne istoty, które znajdowaly sie wówczas na stopniu rozwoju odpowiadajacym dzisiejszemu czlowiekowi. Nie mogly wygladac tak jak dzisiejszy czlowiek, gdyz jedyna materia na Saturnie bylo cieplo; jednak ich inteligencja i stan swiadomosci byly na poziomie dzisiejszego czlowieka, chociaz nie mogly utworzyc ani ciala fizycznego, ani mózgu. Przyjrzyjmy sie im troche blizej. Czlowiek na obecnym etapie rozwoju sklada sie z czterech czlonów: ciala fizycznego, eterycznego, astralnego i jazni. Jazn zawiera w zalazkach jeszcze wyzsze ogniwa: duch jazn, duch-zycie i duch-czlowiek (Manas, Buddhi i Atma). Najnizsze, chociaz i najdoskonalsze w swoim rodzaju ogniwo naszej istoty na Ziemi, to cialo fizyczne. Potem nastepuje cialo eteryczne, nastepnie astralne i wreszcie jazn.

Sa jednak istoty, których najnizszym ogniwem jest cialo eteryczne. Cialo fizyczne nie jest im potrzebne, aby pracowac w swiecie zmyslów; maja za to inne, ósme ogniwo, wyzsze od siódmego elementu naszej natury. U innych znów istot cialo astralne jest najnizszym czlonem, a za to przybywa im cos wyzszego, ósme i dziewiate ogniwo. I wreszcie sa takie istoty, u których najnizszym czlonem jest jazn, a najwyzszym dziesiaty czlon. U istot, których najnizszym ogniwem jest jazn mamy wiec nastepujace czlony: jazn duch-jazn (Manas) duch-zycie (Buddhi) duch-czlowiek (Atma) Nastepnie dochodzi ósmy, dziewiaty i dziesiaty czlon. Ezoteryka chrzescijanska nazywa je: Duch Swiety Syn albo Slowo Ojciec W literaturze teozoficznej nazywa sie je równiez trzema Logoi. Istoty, których najnizszym ogniwem jest jazn, odegraly wazna dla nas role w okresie rozwojowym Saturna. Znajdowaly sie wówczas na stopniu rozwoju odpowiadajacym dzisiejszemu czlowiekowi. Warunki, które próbowalismy przedstawic opisujac byt Saturna, warunki tak niepodobne do obecnych, byly wlasnie terenem dzialalnosci ich jazni. Istoty te mozna by nazwac ludzmi Saturna. W tym znaczeniu byly one “przodkami” dzisiejszych ludzi. Promieniowaly na powierzchnie Saturna swa najbardziej uzewnetrzniona istota, jaznia. Zaszczepialy jazn w ciala fizyczne, które sie tam tworzyly. W ten sposób pracowaly one nad przygotowaniem ciala fizycznego, aby w przyszlosci moglo stac sie nosicielem jazni.

Takie cialo fizyczne, jakim zostal obdarzony dzisiejszy czlowiek, moglo przyjac jazn dopiero na czwartym stopniu rozwoju, na Ziemi. Zdolnosc do przyjecia jazni musiala byc jednak zaszczepiona naszemu cialu fizycznemu na Saturnie. Te istoty jazni okresu dawnego Saturna nazywane sa równiez Duchami Egoizmu. Egoizm ma dwie strony: dodatnia i ujemna. Gdyby nie egoizm, ustawicznie zaszczepiany na Saturnie i w nastepnych epokach planetarnych, czlowiek nigdy nie stalby sie samodzielna istota, która moze mówic o sobie “ja”. W naszej cielesnosci fizycznej istnieja sily zaszczepione jeszcze na Saturnie, które predestynuja nas na istoty samodzielne, rózniace sie od wszystkich innych istot. Musialy nad tym pracowac Asuras, Duchy Egoizmu. Sa dwa rodzaje tych duchów, jezeli pominiemy drobne odmiany. Jedne z nich ksztaltowaly egoizm w kierunku szlachetnej niezaleznosci – coraz wyzszej i pelniejszej wolnosci; jest to dodatni rodzaj egoizmu, niezaleznosc. Duchy te prowadzily ludzkosc przez wszystkie nastepne okresy planetarne; wychowywaly nas ku samodzielnosci. W kazdym okresie planetarnym sa jednak i takie duchy, które nie dotrzymuja kroku w ogólnym rozwoju, które cofaja sie, pozostaja w miejscu, nie chca rozwijac sie dalej. I tu rozpoznac mozna dzialanie pewnego prawa, które mówi, ze jesli to, co najwyzsze, upada, nie rozwija sie dalej, staje sie czyms najgorszym. Te zle duchy Saturna wypaczyly szlachetne poczucie wolnosci i przeobrazily je w cos przeciwnego.

Sa to wlasnie duchy, które kusza, uwodza do szkodliwego, niskiego egoizmu. Jeszcze dzisiaj sa one w naszym otoczeniu. Wszystko, co jest zle, czerpie od nich sily. Kazda planeta po dojsciu do kresu swego rozwoju wraca do bytu czysto duchowego, znika niejako, wstepuje w okres snu, z którego wylania sie potem znowu do nowego wcielenia. Tak wlasnie bylo z Saturnem. Nastepna jego inkarnacja bylo dawne Slonce, które zawieralo w sobie wszystkie substancje oraz istoty duchowe stanowiace dzisiejsze Slonce, Ziemie i Ksiezyc. Rozwój czlowieka w okresie slonecznym zaznaczyl sie tym, ze cialo eteryczne przeniknelo przygotowane na Saturnie cialo fizyczne. Fizycznosc na Sloncu jest bardziej zageszczona niz na Saturnie, mozna by ja porównac ze stanem skupienia dzisiejszego powietrza. Formujaca sie fizyczna cielesnosc czlowieka zostala wiec w okresie slonecznym przeniknieta cialem eterycznym. Cialo fizyczne stanowilo pewnego rodzaju cialo powietrzne, gazowe, podobnie jak w okresie Saturna bylo cialem cieplnym.

Cialo eteryczne czlowieka zstapilo na dól i zlaczylo sie juz z fizycznym, ale w atmosferze Slonca znajdowalo sie jeszcze nasze cialo astralne z jaznia, pograzone w wielkiej astralnosci slonecznej. Stamtad jazn i astralnosc oddzialywaly na cialo fizyczne i eteryczne, podobnie jak dzisiaj podczas snu, gdy cialo astralne pracuje nad fizycznym i eterycznym z zewnatrz. W ten sposób ksztaltowalismy zaczatki pózniejszych narzadów trawienia, wzrostu i rozmnazania; przeobrazalismy utworzone na Saturnie zaczatki narzadów zmyslów w ten sposób, ze jedne z nich zachowywaly swój poprzedni charakter, z innych zas powstawaly gruczoly wydzielania wewnetrznego i narzady pobudzajace wzrost. Wszystkie narzady rozmnazania i organy pobudzajace wzrost sa przeksztalconymi i opanowanymi przez cialo eteryczne narzadami zmyslów. Jezeli porównamy dawne Slonce z dawnym Saturnem, to znajdziemy pewna róznice. Saturn byl jeszcze czyms w rodzaju odzwierciedlajacej powierzchni; odbijal wrazenia smakowe, wechowe, wszelkie wrazenia zmyslowe. Inaczej bylo na Sloncu. Saturn natychmiast odsylal wszystko, nie zagarniajac nic dla siebie; Slonce natomiast przepajalo sie tym wszystkim i dopiero wtedy odsylalo z powrotem. Dzialo sie tak dlatego, ze Slonce mialo cialo eteryczne. Organizm przenikniety cialem eterycznym zachowywal sie tak jak dzisiejsze rosliny wobec swiatla slonecznego. Roslina wchlania swiatlo, przepaja sie nim i dopiero wtedy oddaje je z powrotem. Jezeli postawimy ja w ciemnym pokoju, to straci swe barwy i zwiednie. Bez swiatla nie byloby chlorofilu.

Tak samo zachowywaly sie nasze ciala na Sloncu, przenikaly sie swiatlem i innymi skladnikami. Tak jak roslina odsyla swiatlo, kiedy sie nim wzmocni, podobnie i dawne Slonce odsylalo swiatlo po przepracowaniu go w sobie. I nie tylko swiatlo, ale równiez cieplo, wrazenia smakowe, wechowe, wszystko to pochlaniane bylo przez Slonce i dopiero potem wypromieniowywane. Dlatego mówimy ze nasze cialo w okresie slonecznym bylo na poziomie rosliny, w stanie roslinnym. Nie wygladalo tak jak dzisiejsze rosliny, bo te powstaly dopiero na Ziemi. Jednak nosimy w sobie wspomnienie tego roslinnego okresu rozwojowego, jest to nasz system gruczolów wydzielania wewnetrznego, którego rozwój zapoczatkowany zostal na Sloncu. Nasze narzady odzywiania i rozmnazania stanowily wtedy krajobraz Slonca, podobnie jak dzis na Ziemi otaczaja nas góry i skaly. My zas pracowalismy wówczas nad tymi organami tak jak dzisiaj uprawia sie i pielegnuje ogródek. Slonce swiecilo i promieniowalo, odsylajac przestrzeniom kosmicznym ich dary; lsnilo i mienilo sie najwspanialszymi barwami, wydawalo przedziwne tony, wspaniale aromaty. Dawne Slonce bylo cudowna istota w przestworzach swiata. Ludzie pracowali nad swymi wlasnymi cialami w ten sposób jak dzis niektóre zwierzeta, np. korale, pracuja od zewnatrz nad swymi budowlami. Odbywalo sie to pod kierunkiem wyzszych istot, które znajdowaly sie w atmosferze Slonca. Szczególna uwage musimy poswiecic pewnej grupie duchów, które wówczas osiagnely stopien czlowieczenstwa. Na Saturnie stopien czlowieczenstwa przechodzily Duchy Egoizmu, które zaszczepily w nas zmysl wolnosci i samodzielnosci. Na Sloncu przechodzily go inne istoty, których najnizszym pierwiastkiem nie byla jazn, ale cialo astralne. Posiadaly wiec nastepujace czlony: cialo astralne, duch jazn, duch-zycie oraz ósmy pierwiastek, który w ezoterii chrzescijanskiej nazywa sie Duchem Swietym, a wreszcie dziewiaty, którym jest Slowo, w znaczeniu, jakie ma na poczatku Ewangelii sw. Jana.

Dziesiatego pierwiastka jeszcze nie mialy. Istoty te kierowaly na Sloncu wszelka praca astralna. Od dzisiejszych ludzi róznily sie tym, ze ludzie oddychaja powietrzem, bo w otoczeniu Ziemi maja powietrze; one zas oddychaly cieplem, czyli jak sie mówi w wiedzy tajemnej – “ogniem” . Samo Slonce utworzone bylo z pewnego rodzaju masy powietrznej; otaczala go substancja, z której przedtem utworzony byl glob Saturna – ogien, cieplo. W czesci, która ulegla zageszczeniu, powstal gazowy glob Slonca, to zas, co nie moglo sie zagescic, stanowilo wokól Slonca falujace morze “ognia”. Otóz istoty, które znajdowaly sie wówczas na stopniu czlowieczenstwa i pracowaly w sluzbie ludzkosci, zyly na Sloncu wdychajac i wydychajac ogien, cieplo; dlatego nazywamy je Duchami Slonca albo Duchami Ognia. Czlowiek byl wówczas na stopniu swiadomosci sennej, swiadomosci glebokiego snu bez marzen; natomiast Duchy Ognia mialy juz swiadomosc jazni. Od tego czasu przeszly dalszy rozwój i osiagnely wyzszy stopien swiadomosci. Ezoteryka chrzescijanska nazywa je dzisiaj Archaniolami. Najwyzszym, najdoskonalszym duchem, który w okresie slonecznym byl Duchem Ognia, a który równiez dzis oddzialuje na Ziemie, jest Chrystus. Najwyzej rozwinietym duchem Saturna jest Bóg Ojciec. Dla ezoteryki chrzescijanskiej Jezus Chrystus byl wiec wcieleniem slonecznego Ducha Ognia, najwyzszego sposród Duchów Slonca. Aby mógl przybyc na Ziemie, musial uzyc fizycznego ciala. Aby móc dzialac na Ziemi, musial podlegac tym samym warunkom co czlowiek. Na Sloncu mamy wiec do czynienia z cialem planetarnego Slonca, ale równiez cialem Duchów Ognia i cialem panujacego na Sloncu Chrystusa. Gdy Ziemia byla dawnym Sloncem, Duch ten byl glównym Duchem Slonca.

Gdy Ziemia byla dawnym Ksiezycem, rozwinal sie On jeszcze wyzej i pozostal przy Ziemi. Stal sie wiec najwyzszym planetarnym Duchem Ziemi. Dzisiaj Ziemia stanowi Jego cialo, tak jak niegdys Slonce. Musimy doslownie przyjac slowa Ewangelii sw. Jana: “Kto mój chleb spozywa, ten stapa po mnie nogami”. Gdyz Ziemia jest cialem Chrystusa! Bo gdy ludzie jedza chleb, w którym zawarta jest substancja Ziemi, i chodza po Ziemi, to stapaja po ciele Chrystusa. Ujmijmy to doslownie, tak jak powinny byc przyjmowane wszystkie religijne nauki. Trzeba tylko najpierw znac prawdziwe znaczenie liter, a dopiero potem szukac Ducha. Na slonecznym globie nie wszystkie istoty doszly do tego stopnia rozwoju, o jakim mówilem. Niektóre pozostaly na poziomie bytu Saturna. Nie mogly one przyjac w siebie tego, co promieniowalo z przestrzeni swiata, a nastepnie odeslac z powrotem. Musialy odsylac te wrazenia natychmiast, nie mogly sie nimi przepoic.

Te jestestwa byly na Sloncu ciemnymi fragmentami, które nie mogly wysylac wlasnego swiatla. Poniewaz byly zamkniete masa Slonca, majaca zdolnosc wysylania swiatla, dzialaly one jak ciemne miejsca. Musimy odróznic wiec takie miejsca na Sloncu, które promieniowaly tym, co odbieraly z przestrzeni swiata i takie, które nie mogly niczego wypromieniowac. Dzialaly jak ciemne wtracenia wewnatrz slonecznej substancji. Na Saturnie duchy te niczego sie nie nauczyly, nie postapily naprzód w procesie rozwojowym. Podobnie jak cialo ludzkie nie sklada sie z samych gruczolów, organów bezposrednio sluzacych utrzymaniu zycia, ale zawiera równiez substancje martwe, podobnie i Slonce mialo w sobie takie ciemne inkrustacje. Nasze dzisiejsze Slonce jest pozostaloscia dawnego sloneczno-ziemskiego globu; wyrzucilo z siebie Ziemie i Ksiezyc, a zatrzymalo tylko to, co bylo najdoskonalsze.

To, co w okresie slonecznym bylo pozostaloscia Saturna, wystepuje na dzisiejszym Sloncu w formie szczatkowej jako tzw. plamy sloneczne. Te ciemne plamy wsród jasniejacej masy slonecznej sa ostatnia pozostaloscia z okresu Saturna. W ten sposób wiedza duchowa odslania ukryte, duchowe zródla zjawisk fizycznych. Astronomia i fizyka wyjasnia fizyczne przyczyny wystepowania plam na Sloncu, ale duchowe powody to wlasnie te pozostalosci dawnego Saturna. A teraz zadamy sobie pytanie, jakie królestwa istnialy juz na Saturnie? Istnialo tam tylko jedno królestwo, którego pozostalosci zawieraja dzisiejsze mineraly. Mówiac o tym, ze czlowiek przechodzil przez stan mineralny, nie mamy na mysli dzisiejszych kamieni. Ostatnich potomków saturnowego mineralu trzeba raczej widziec w naszych oczach, uszach i innych narzadach zmyslów. Jest to najbardziej mineralna czesc naszego organizmu. Nasze oko jest prawdziwym instrumentem fizycznym i nawet przez pewien czas po smierci pozostaje nie zmienione. To jedyne królestwo Saturna przeszlo na Sloncu do pewnego rodzaju roslinnej egzystencji.

Nasze wlasne cialo zylo tam jak roslina. Wszystko, co nie nadazalo w procesie rozwoju i pozostalo na stopniu Saturna, stanowilo na Sloncu rodzaj królestwa mineralnego, mialo postac zanikajacych, nie uksztaltowanych narzadów zmyslowych. Ale zadne istoty na Sloncu, z których wyksztalcilo sie ludzkie cialo, nie mialy jeszcze w sobie systemu nerwowego; zostal on dolaczony dopiero na Ksiezycu przez cialo astralne. Rosliny równiez nie maja systemu nerwowego. Przypisywanie im systemu nerwowego jest nieporozumieniem. Ciala astralne, znajdujace sie w okregu slonecznym, posylaly pewien rodzaj pradów naszym fizyczno-eterycznym organizmom. Te swietlne prady rozgalezialy sie na ksztalt drzewa. Ostatnia ich pozostaloscia jest organ, który nazywamy “splotem slonecznym”. Jest to ostatnie echo, ostatni slad zageszczenia pradów na dawnym Sloncu az do materii; stad nazwa “splot sloneczny”, plexus solaris. Musimy sobie wyobrazic nasze ciala na Sloncu, jak z góry przenikaly je promienie rozgaleziajac sie na ksztalt drzewa. Slonce przedstawialo sie na powierzchni jako ogromna ilosc odgalezien slonecznych splotów. Te odgalezienia przedstawiane sa w mitologii germanskiej jako “jesion swiata”, który czasem moze oznaczac jeszcze cos innego.

Slonce przeszlo nastepnie w stan snu i przeobrazilo sie w to, co wiedza tajemna nazywa dawnym Ksiezycem. Jest to trzecia inkarnacja Ziemi, która znowu ukazala panujacego, przewodniego ducha. Najwyzszym wladca Saturna byl Duch Jazni, którego nazywamy Bogiem Ojcem, Najwyzszym na Sloncu byl Duch Sloneczny, Chrystus. Podobnie najwyzszym wladca ksiezycowego okresu Ziemi byl Duch Swiety ze swymi zastepami, które ezoteryka chrzescijanska nazywa poslami bozymi, Aniolami. W ten sposób przeszlismy dwa dni stworzenia swiata, które w ezoteryce nazywamy: Dies Saturni, Dies Solis. Teraz przejdziemy do Dies Lunae. Zawsze posiadano swiadomosc wiodacej boskosci Saturna, Slonca i Ksiezyca. Slowa: Dies = dzien i Deus = Bóg pochodza z tego samego zródla. Slowa Dies Solis równie dobrze mozna rozumiec jako Dzien Slonca albo jako Bóg Slonca, myslac równoczesnie – Chrystus.

Facebook