Wykład 7

Aby lepiej zrozumiec prawo karmy w zyciu ludzkim, spróbujmy jeszcze opisac zjawisko, które nastepuje bezposrednio po smierci. Przypomnijmy sobie obraz wspomnien, który nastepuje w chwili, gdy czlowiek oswobodzony z ciala fizycznego zyje przez krótki czas w oslonie astralnej i eterycznej, zanim rozpocznie swa dalsza wedrówke przez swiat elementarny. Dla blizszego zrozumienia dzialania karmy pozwólcie mi okreslic to dziwne uczucie, które ogarnia czlowieka juz podczas przezywania wspomnien swojego zycia; uczucie ciaglego powiekszania sie, przerastania swych wlasnych granic.

Doznanie to narasta, dopóki czlowiek zyje jeszcze w swoim ciele eterycznym. Z poczatku patrzy na obrazy ubieglego zycia niby na panorame, potem nastepuje chwila, niezbyt odlegla od momentu smierci – trwa to godziny lub dni w zaleznosci od czlowieka – kiedy ma wrazenie, ze on sam jest tymi obrazami. Czuje, ze jego cialo eteryczne rosnie, ogarnia okrag Ziemi, siega az do Slonca. Potem, gdy czlowiek opusci swe cialo eteryczne, doznaje innego, bardziej zadziwiajacego uczucia, które trudno jest opisac slowami fizycznego swiata. Mozna tylko powiedziec, ze czlowiek czuje sie rozciagniety w przestrzeni kosmicznej, ale tak, jak gdyby juz nie wypelnial soba wszystkich miejsc tej przestrzeni. Czlowiek ma wrazenie, jak gdyby jedna czescia swej istoty byl w Monachium, druga w Moguncji, trzecia w Bazylei, a czwarta w ogóle gdzies poza obszarem Ziemi, np. na Ksiezycu.

Czlowiek czuje sie jakby pocwiartowany, przestrzenie zas odczuwa jako nie nalezace do niego. Jest to specyficzne poczucie astralne. Jestesmy rozprzestrzenieni w kosmosie, znajdujemy sie jednoczesnie w wielu miejscach, ale nie wypelniamy obszarów lezacych pomiedzy nimi. To uczucie trwa przez caly okres kamaloki, przez caly czas przezywania ubieglego zycia, od momentu smierci do chwili narodzin. Te przezycia w poszczególnych miejscach lacza sie w okresie kamaloki w jedno z calym zyciem czlowieka. Jest to wazne dla zrozumienia, w jaki sposób wlasciwie dziala prawo karmy. Podczas kamaloki najpierw przezywamy nasze zycie poprzez odczucia ludzi, z którymi bylismy na Ziemi zwiazani przed smiercia, potem przezywamy wszystkie istoty, z którymi w zyciu mielismy do czynienia, poczynajac od ostatnich lat zycia, az do najdawniejszych. Przypuscmy wiec, ze wyrzadzilismy komus krzywde w Moguncji. Czesc naszego ciala astralnego znajdzie sie po naszej smierci w Moguncji i sami przezyjemy ból, jaki komus zadalismy. Jezeli jednak czlowiek ten w miedzyczasie zmarl, to poczujemy sie tam, gdzie przebywa on w danym momencie w kamaloce. Naturalnie, mamy do czynienia z wieloma ludzmi rozproszonymi na Ziemi i w kamaloce. Jestesmy wiec wszedzie. Tym tlumaczy sie to charakterystyczne uczucie podzielenia ciala. Dzieki temu wszystko, co nas z ludzmi laczylo, mozemy przezyc w ich wnetrzu i ustanowic trwaly zwiazek ze wszystkimi, z którymi zetknelismy sie w zyciu. Z czlowiekiem, którego skrzywdzilismy, zwiazani jestesmy dzieki temu, ze zylismy z nim w okresie kamaloki.

Idziemy potem dalej do dewahanu; z dewahanu zas powracamy do kamaloki. Tworzac sobie cialo astralne, dusza natrafia tam na wszystko, co laczy ja z ludzmi, z którymi zwiazala sie w poprzednim zyciu. Nici laczacych jest bardzo duzo, tak ze wszystko, co sie nam w zyciu wydarza, opiera sie na takich zwiazkach. Dokladne wyjasnienie tego zjawiska moze dac zdarzenie opisywane z punktu widzenia wiedzy ezoterycznej, o którym juz wspominalem. Jest to przyklad o pieciu sedziach, którzy skazali na smierc czlowieka.

Czlowiek ten byl w poprzednim zyciu wodzem i skazal na smierc tamtych pieciu, po czym zmarl i wszedl w okres kamaloki. Wtedy to znalazl sie w miejscu, gdzie przebywali i przenikajac ich wnetrza musial przezyc to wszystko, co oni przezyli. To jest punkt wyjscia dla tych sil przyciagania, które przy nowej inkarnacji doprowadzaja ludzi do spotkania, aby wypelnilo sie prawo karmy. W ten sposób dziala karma. W ten sposób wydarzenia planu fizycznego sa wyrazem tego, co zaczyna sie juz na planie astralnym. W swiecie fizycznym dziala prawo ciaglosci substancji, natomiast na planie astralnym mozna odczuwac jako przynalezne do siebie takie czesci organizmu, które sa oddzielone od siebie. Jest to podobne przezycie, jak gdybysmy odczuwali swoja glowe, miedzy glowa a sercem nie odczuwali niczego, potem doswiadczali obecnosci serca, a dalej znów odczuwali dopiero nogi. Czesc naszej istoty moze byc w Ameryce, oddzielona od reszty naszej astralnosci, a jednak stanowic z nia jedna calosc. Inna czesc moze znajdowac sie na Ksiezycu, jeszcze inna na innej planecie i zwiazek pomiedzy tymi poszczególnymi czesciami nie musi byc widoczny na planie astralnym. Gdy rozwazamy prawo karmy, to rozumiemy, ze to, co nas spotyka w zyciu, jest wynikiem wielu przyczyn tkwiacych w poprzednich wcieleniach. Jak teraz pogodzic to, co wiemy o karmie, z prawami zewnetrznej dziedzicznosci? Slyszy sie czasem zdanie, ze istnieje wiele sprzecznosci pomiedzy karma a dziedzicznoscia. Mówiac o czlowieku z kultura moralna, niejeden sie wyrazi: “To na pewno potomek porzadnej rodziny, odziedziczyl to po przodkach”. Ale patrzac na wydarzenia planu fizycznego z punktu widzenia wiedzy duchowej, wiemy, ze jest inaczej.

Dziedziczenie cech i zdolnosci dokonuje sie jedynie w pewnym zakresie. Wyjasnimy to na przykladzie. Spójrzmy na rodzine Jana Sebastiana Bacha. W ciagu 250 lat urodzilo sie w tej rodzinie 29 muzyków, a pomiedzy nimi wielki Jan Sebastian Bach. Aby byc wielkim muzykiem, nie wystarczy tylko wewnetrzny talent muzyczny, potrzebny jest jeszcze odpowiednio rozwiniety organ fizyczny, w pewien okreslony sposób uksztaltowane ucho. Nie sa to rzeczy mozliwe do ujecia zewnetrzna obserwacja, trzeba na to spojrzec z punktu widzenia wiedzy duchowej. Róznice indywidualne w budowie ucha moga byc drobne i na pozór nic nie znaczace, niemniej konieczny jest pewien okreslony wewnetrzny ksztalt organu sluchu, by czlowiek mógl zostac muzykiem; ten ksztalt dziedziczy sie, przechodzi on z ojca na syna, tak jak dziedziczy sie ksztalt nosa. Przypuscmy, ze na planie astralnym znajduje sie jakas indywidualnosc gotowa do ponownego zstapienia na Ziemie i szukajaca odpowiedniego ciala fizycznego. Zdobyla ona przed setkami czy tysiacami lat wybitne zdolnosci muzyczne. Jezeli nie znajdzie sobie ciala z odpowiednio uksztaltowanym organem sluchu, nie bedzie mogla zostac muzykiem. Dlatego sklania sie ku rodzinie, która moze jej dac muzykalne ucho, w przeciwnym razie talent tej duszy nie bedzie mógl sie przejawic, gdyz i najwiekszy wirtuoz nie zrobi nic bez odpowiedniego instrumentu.

Podobnie i talent matematyczny wymaga okreslonych cech. Wcale nie w budowie mózgu, jak sadzi wielu ludzi. Myslenie i logika sa u matematyka takie same jak u innych ludzi. Chodzi o trzy tzw. kanaly pólkoliste w uchu, tak usytuowane wzgledem siebie, ze zaznaczaja trzy kierunki przestrzeni. Szczególne uksztaltowanie tych wlasnie kanalów jest koniecznym warunkiem geniuszu matematycznego. Kanaly te sa oczywiscie fizycznym organem, który musimy dziedziczyc po przodkach. To tlumaczy, ze np. w rodzinie Bernoullich wcielilo sie osmiu wybitnych matematyków. Podobnie tez czlowiek o rozwinietej moralnosci musi znalezc rodziców, którzy by mu przekazali droga dziedzicznosci odpowiednie cialo fizyczne. Dlatego wlasnie ma tych, a nie innych rodziców, gdyz jest taka, a nie inna indywidualnoscia. To indywidualnosc sama wybiera sobie rodziców, jakkolwiek dzieje sie to równiez pod kierunkiem wyzszych istot. Niektórzy ludzie moga kwestionowac to z punktu widzenia milosci macierzynskiej, jakby obawiali sie, ze milosc matki i dziecka moze doznac uszczerbku, jezeli dziecko nie dziedziczy jakiejs cechy od matki. Ale prawdziwe poznanie tych stosunków poglebia jeszcze milosc macierzynska. Pokazuje nam bowiem, ze uczucie milosci, które doprowadzilo dziecko do matki, poprzedza chwile narodzin i poczecia. Dziecko pokochalo matke jeszcze przed zejsciem na Ziemie, a milosc matki jest odpowiedzia na jego uczucie. Widzimy wiec, ze zwiazek ten rozciaga sie poza moment narodzin i polega na wzajemnosci. Czesto zdarza sie jeszcze inne nieporozumienie. Ludzie wyobrazaja sobie, ze karma rzadzi nieodwolalnie losem czlowieka i niczego nie mozna zmienic. Posluzmy sie znów przykladem wzietym z zycia. Kupiec ma w swych ksiegach rachunkowych dwie rubryki – zobowiazania i naleznosci. Jezeli je podsumuje, to wynik okresli stan jego przedsiebiorstwa. Stan interesów kupca podlega nieublaganym prawom rachunkowym zobowiazan i naleznosci.

Jezeli jednak podejmuje nowe sprawy, to moze wciagac do ksiag nowe pozycje i bylby glupcem, gdyby sie wyrzekl korzystnych interesów dlatego, ze juz zrobil bilans. W ksiedze karmy stoja po stronie naleznosci wszystkie czyny dobre, madre, prawdziwe i wlasciwe, po stronie zobowiazan wszystkie zle i glupie. Od czlowieka zalezy, do jakiej rubryki zapisze nowe pozycje w karmicznej ksiedze zycia. Dlatego nie trzeba sadzic, ze nasze zycie podlega jakiemus nieodwolalnemu fatum. Karma nie umniejsza w niczym wolnosci czlowieka, totez gdy o niej mowa, musimy brac pod uwage zarówno przeszlosc, jak i przyszlosc. Nosimy w sobie dzialanie naszych czynów z przeszlosci i w ten sposób jestesmy niewolnikami przeszlosci, ale panami przyszlosci. Jezeli chcemy dobrze na nia wplynac, powinnismy wciagac do naszej ksiegi zycia mozliwie korzystne pozycje. Mysl, ze nie czynimy nic nadaremnie, ze wszystko miec bedzie swoje znaczenie, swój wplyw na przyszlosc, daje nam uczucie wielkosci i potegi. Prawo to nie przygniata nas, lecz przeciwnie, napelnia nadzieja. Prawo karmy jest jednym z najpiekniejszych darów wiedzy duchowej, zródlem wielu radosci dzieki perspektywom przyszlosci, jakie przed nami otwiera. Wskazuje nam prace w harmonii z tym prawem, nie zawiera niczego, co mogloby uczynic czlowieka smutnym, co mogloby zabarwic pesymistycznie swiat, dodaje nam skrzydel przez mysl, ze stajemy do wspólpracy z silami, które kieruja rozwojem swiata. W takie uczucia przeobraza sie w nas poznane prawo karmy. Gdy jakis czlowiek cierpi, czesto mówi sie: “Zasluzyl na swoje cierpienie, niechaj dzwiga swoja karme. Jezeli mu zaczne pomagac, to narusze porzadek karmy”. Naturalnie, ze takie stanowisko nie ma sensu. Jego nedza, jego nieszczescie sa wywolane poprzednim wcieleniem, ale jezeli mu pomoge, to moja pomoc wniesie nowy, korzystny czynnik w jego zycie.

Pomagam mu tym samym pójsc do przodu. Tak samo przeciez byloby niemadrze powiedziec kupcowi, którego mozna by uchronic od bankructwa jakas suma pieniedzy: “Nie, to by naruszylo twój bilans!”. Przeciwnie, to jest wlasnie powód, zeby dopomóc czlowiekowi, pomagac mu z cala ufnoscia, gdyz dzieki prawom karmicznym zaden czyn nie pozostanie bez znaczenia. Stad powinna plynac podnieta do prawdziwego dzialania. Sa ludzie, którzy zwalczaja prawo karmy z punktu widzenia chrzescijanstwa. Niektórzy teologowie mówia, ze nie moga uznac prawa karmy, bo przeczy zasadzie odkupienia przez smierc. Z drugiej zas strony sa takze teozofowie, którzy twierdza, ze prawo karmy stoi w sprzecznosci z zasada odkupienia. Twierdza, ze pomoc, która jedna, jedyna Istota Zbawiciela ludziom wyswiadcza, nie da sie pogodzic z karma. Ani jedni, ani drudzy nie maja slusznosci. Ani jedni, ani drudzy nie zrozumieli prawa karmy. Wyobrazmy sobie, ze spotkalismy jakiegos bardzo biednego czlowieka. Sami jestesmy w lepszym polozeniu i mozemy mu pomóc. Pomoc ta wnosi w jego rachunek zyciowy nowa pozycje. Ktos, kto rozporzadza jeszcze wiekszym zakresem mozliwosci, bedzie mógl pomóc dwojgu ludziom, bedzie mógl wplynac na karme dwóch osób. Jeszcze mozniejszy dopomoze dziesieciu czy stu, a najpotezniejszy niezliczonej ilosci ludzi. Nie ma w tym nic sprzecznego z zasada karmicznych zwiazków. Prawidlowosc i scislosc, z jaka dziala na czlowieka to prawo, pomaga nam zrozumiec, ze taka pomoc wplywa rzeczywiscie na los czlowieka. Mówilismy nieraz, w jakiej potrzebie byla ludzkosc w chwili, gdy Istota Chrystusa zstapila na plan fizyczny. Smierc Zbawiciela na krzyzu byla pomoca, która zmienila karme niezliczonej ilosci ludzi. Nie ma zadnych rozbieznosci pomiedzy dobrze rozumiana ezoteryka chrzescijanska a wlasciwie interpretowana wiedza duchowa.

Miedzy prawami chrzescijanstwa i prawami wiedzy duchowej panuje gleboka harmonia i nic nie zmusza nas do porzucenia idei odkupienia. Wnikniemy w prawo karmy glebiej jeszcze niz dotad, gdy przejdziemy do rozwazania rozwoju ludzkosci i calej Ziemi. Przytaczalismy niektóre fakty, które mialy nam ulatwic zrozumienie tego prawa. Niejedno zrozumiemy jeszcze lepiej, gdy przejdziemy do ewolucji ludzkosci i to nie tylko w okresie istnienia naszego ziemskiego globu, ale takze przez inne stany planetarne, które stanowily inne wcielenia Ziemi. Cofajac sie w zamierzchla przeszlosc i równoczesnie spogladajac w bardzo daleka przyszlosc, bedziemy mogli uzupelnic nasze wiadomosci o karmie. Na poczatek poznamy jeszcze jeden wazny fakt. Wyjasnilismy sobie, ze postac ludzka, na która patrza nasze oczy, czyli cialo fizyczne, jest wytworem wyzszych czesci skladowych natury ludzkiej; ze cialo eteryczne, astralne, jazn, az do najwyzszego ogniwa, nazwanego Atma, pracuja nad naszym cialem. Otóz te czlony naszej natury nie stoja na jednym poziomie, nie maja tej samej wartosci w ludzkiej naturze. Juz zwykla obserwacja wystarcza, aby zrozumiec, ze cialo fizyczne jest w gruncie rzeczy najdoskonalszym ogniwem naszej natury. Wezmy np. kawalek kosci udowej. Nie jest to wcale twarda, zbita masa kostna, lecz kunsztowna budowla jakby przeplatajacych sie belkowan. Kto pograzy sie w zadumie nad ta czastka ludzkiego szkieletu, nie tylko rozumowo, ale takze uczuciem, tego ogarnie podziw nad ogromem madrosci, która sie tam przejawia. Zostala tu uzyta tylko niezbedna ilosc materialu, jakiej trzeba bylo uzyc, aby zgodnie z zasada maksymalnych momentów wytrzymalosci udzwignac ciezar tulowia. Najbardziej wyrafinowana sztuka inzynierska, najsubtelniejsze wyliczenia przy konstrukcji mostów nie dorównuja madrosci, która stwarza cos podobnego w naturze! Jezeli spojrzec na ludzkie serce nie tylko okiem anatoma i fizjologa, to i w nim widzimy wyraz wyzszej madrosci. Nie wyobrazajmy sobie, ze nasze cialo astralne doszlo juz obecnie w swoim rozwoju do tego poziomu co nasze fizyczne serce. Serce jest kunsztownym, przeniknietym madroscia organem; cialo astralne sklania czlowieka w swej zadzy do zalewania tego serca przez dziesiatki lat trucizna, a serce przez dziesiatki lat to wytrzymuje.

Dopiero w przyszlosci, na dalszych stopniach rozwoju, cialo astralne znajdzie sie równiez na takim poziomie, na jakim dzisiaj znajduje sie cialo fizyczne, a potem bedzie wyzej rozwiniete niz cialo fizyczne. Ale dzis ono wlasnie jest najdoskonalsze. Mniej doskonale jest juz cialo eteryczne, a jeszcze mniej astralne. Najmlodszym zas “dzieciatkiem” z nich wszystkich jest jazn. Cialo fizyczne, w takiej formie, jaka obecnie stanowi, jest najstarszym ogniwem natury ludzkiej, najdluzej nad nim pracowano. Dopiero gdy osiagnelo okreslony stopien rozwoju, przeniknelo je cialo eteryczne. Przez pewien czas te dwa ciala dzialaly razem, potem dolaczylo sie cialo astralne a wreszcie i jazn, która jednak ma osiagnac w przyszlosci jeszcze nie przeczuwane dzisiaj wyzyny. Podobnie jak czlowiek inkarnuje sie wielokrotnie, tak i nasza Ziemia przechodzila przez szereg wcielen i czeka ja dalsza droga, bo prawu reinkarnacji podlega caly kosmos. Ziemia, a scislej to, co dzisiaj nazywamy Ziemia, jest reinkarnacja dawniejszych planet i mozemy odnalezc trzy takie inkarnacje Ziemi, które poprzedzily obecna. Zanim Ziemia stala sie tym, czym jest teraz, byla tym, co w wiedzy tajemnej – nie w astronomii – nazywamy Ksiezycem. Dzisiejszy Ksiezyc to niby wypalony zuzel, który Ziemia odrzucila, nie mogac go na razie uzyc.

Gdybysmy mogli zlaczyc w jedno dzisiejszy Ksiezyc i dzisiejsza Ziemie, z wszystkimi substancjami i istotami, a potem wymieszac, to otrzymalibysmy ten dawny Ksiezyc znany wiedzy tajemnej – poprzednika Ziemi. To, co dzis stanowi Ziemie, jest wlasnie tym, co pozostalo z dawnego Ksiezyca po odrzuceniu dzisiejszego Ksiezyca jako niepotrzebnego w obecnym stadium rozwoju zuzlu. Tak jak dzisiejszy Ksiezyc jest odrzucona pozostaloscia dawnej ksiezycowej inkarnacji Ziemi, podobnie dzisiejsze Slonce, które widzimy na niebie, pochodzi z jeszcze wczesniejszego wcielenia Ziemi. Zanim Ziemia byla dawnym Ksiezycem, przeszla przez okres zwany w wiedzy tajemnej slonecznym. Ta ówczesna Ziemia, która nazywamy dawnym Sloncem, skladala sie ze wszystkich substancji i istot, które dzis stanowia Slonce, Ksiezyc i Ziemie. To pierwotne Slonce musialo uwolnic sie od elementów, których na wyzszym poziomie nie moglo w sobie zatrzymac, od istot i substancji, które stanowia dzisiejszy Ksiezyc i Ziemie. Dzieki temu stalo sie gwiazda stala. Badacz wiedzy duchowej nie sadzi, ze gwiazda stala byla juz taka od poczatku; Slonce dopiero po okresie, w którym bylo planeta, osiagnelo stopien gwiazdy stalej. Slonce, na które dzis spogladamy, bylo niegdys zlaczone z Ziemia i zawieralo w sobie wiele istot, stojacych wyzej niz ziemskie istoty, podczas gdy w obecnym Ksiezycu mamy znowu najgorsze czesci tego, co dawniej bylo wspólne. Dlatego jest on tym odrzuconym zuzlem. Ksiezyc jest planeta w upadku, Slonce zas planeta podniesiona o stopien wyzej. Wcielenie naszej Ziemi, zwane dawnym Sloncem lub okresem slonecznym, poprzedzal jeszcze inny okres bytu, zwany dawnym Saturnem. Mozna wiec wyodrebnic nastepujace po sobie wcielenia: Saturn, Slonce, Ksiezyc i wreszcie jako czwarty – Ziemia.

Gdy nasi przodkowie rozwijali sie w okresie Saturna, dzialal w nich tylko pierwiastek fizyczny; w okresie slonecznym dolaczylo sie cialo eteryczne; w okresie ksiezycowym – astralne; na naszej Ziemi – jazn. Z wykladu pod tytulem “Krew to sok bardzo osobliwy” widzimy, jak gleboko zwiazana jest jazn z nasza krwia. Nie moglo byc krwi w organizmie ludzkim przed zainkarnowaniem sie jazni. Czerwona krew ludzka zwiazana jest scisle z rozwojem okresu ziemskiego. Nie moglaby jednak powstac, gdyby Ziemia w swoim rozwoju nie zetknela sie z inna planeta, a mianowicie z Marsem. Przedtem nie bylo na Ziemi zelaza, nie bylo zelaza we krwi – w ogóle nie bylo takiej krwi, jaka jest dzisiaj czlowiekowi niezbedna do zycia. W pierwszej polowie okresu ziemskiego wplyw Marsa jest miarodajnym czynnikiem w planetarnym rozwoju Ziemi, podobnie jak w drugiej polowie wplyw Merkurego. Mars obdarzyl Ziemie zelazem; Merkury stopniowo wyzwala dusze ludzka, czyni ja coraz bardziej niezalezna. Wiedza tajemna zaznacza to oddzialywanie obu planet, dzielac rozwój Ziemi na dwie polowy: Marsa i Merkurego. Inne nazwy planet oznaczaja cale planety, Ziemie natomiast nazywaja ezoterycy czesto Mars-Merkury. Nie maja przy tym, oczywiscie, na mysli cial niebieskich, znanych dzis pod tymi nazwami, tylko sily, które wywieraly swój wplyw na obydwie czesci ziemskiego rozwoju.

W przyszlosci Ziemia ponownie sie wcieli; najblizsze wcielenie Ziemi nazywamy okresem Jowisza. Cialo astralne bedzie juz wtedy na takim poziomie rozwoju, ze nie bedzie wrogo przeciwstawiac sie cialu fizycznemu tak jak dzisiaj. Nie bedzie to jednak najwyzszy stopien rozwoju ciala astralnego. Dzisiejszy poziom fizycznego organizmu osiagnie wówczas cialo eteryczne. Bedzie ono miec wówczas poza soba trzy okresy planetarne, tak jak dzisiejsze cialo fizyczne. Cialo astralne dojdzie do stopnia rozwoju dzisiejszego ciala fizycznego dopiero w nastepnych okresach planetarnych, a mianowicie wtedy, gdy bedzie mialo za soba okres Ksiezyca, Ziemi, Jowisza i znajdzie sie w okresie, który wiedza duchowa oznacza nazwa Wenus. W ostatnim okresie planetarnym, w tzw. okresie Wulkana, jazn nasza osiagnie swój najwyzszy poziom. Tak wiec przyszle wcielenia Ziemi to: Jowisz, Wenus, Wulkan. Slady tych nazw odnajdujemy w nazwach dni tygodnia. Byl czas, kiedy nazwy wszystkiego, co ludzi obecnie otacza, pochodzily od wtajemniczonych. Dzis zatracilismy juz glebokie odczucie zwiazku, jaki zachodzi miedzy nazwa a rzecza nazwana.

Otóz nazwy dni tygodnia mialy byc przypomnieniem ewolucji, jaka ludzie przechodza poprzez kolejne wcielenia Ziemi. Zacznijmy od soboty. Jest to dzien Saturna, czego slad zostal w jezyku angielskim – saturday. Niedziela, po niemiecku Sonntag (Sonnentag) – dzien Slonca. Poniedzialek, po niemiecku Montag (Mondtag) – dzien ksiezyca, po angielsku monday. Potem Mars i Merkury, dwa stany naszego ziemskiego rozwoju. Wtorek jest to dzien Marsa, po wlosku martedi, po francusku mardi. Sroda to dzien Merkurego, po wlosku mercoledi, po francusku mercredi. Tacyt mówi o dniu Wotana u Germanów. Wotan jest tylko inna nazwa Merkurego. Po angielsku mamy dzis jeszcze wednesday. Potem dzien Jowisza – czwartek, po wlosku giovedi, francuskie jeudi. Jowiszowi odpowiada w germanskiej mitologicznej terminologii Donar, stad Donnerstag. Potem dzien Wenus, wloskie venerdi, francuskie vendredi, niemieckie Freitag. Wenus to starogermanska bogini Freja. W nazwach dni tygodnia mamy wiec przypomnienie okresów rozwojowych Ziemi poprzez kolejne jej wcielenia.

Facebook