Wykład 14

Dzisiaj chcemy mówic o wtajemniczeniu, czyli o ezoterycznej drodze szkolenia czlowieka. Zajmiemy sie dwiema metodami, które oparte sa na znajomosci kolejnych etapów rozwoju ludzkosci. Trzeba sobie bowiem uswiadomic, ze w pewnej mierze prawdziwa madrosc mozna odnalezc poznajac wczesniejsze okresy rozwoju ludzkosci.

Mówilismy juz, ze w czasach atlantyckich czlowiek widzial madrosc we wszystkim, co go otaczalo; im dalej siegniemy w zamierzchla przeszlosc, w dawne stany swiadomosci, tym wyrazniej widzimy, jak bezposrednio przezywal czlowiek sily twórcze przenikajace caly swiat, otaczajace go zewszad istoty duchowe. Wszystko co nas otacza, zawdziecza swój byt tym jestestwom. Widziec je – to wlasnie oznacza poznac.

Gdy ludzkosc doszla w trakcie swojego rozwoju do obecnej formy swiadomosci – a stalo sie to dopiero w obecnym, piatym okresie poatlantyckim – zbudzila sie w duszach tesknota za powrotem do swiata duchowego. Wiemy z poprzednich wykladów, jak przejawiala sie u starozytnych Hindusów ta gleboka tesknota i pragnienie poznania duchowosci ukrytej za otaczajacym czlowieka swiatem zjawisk fizycznych. Jak powstal ów poglad, ze wszystko, co na nas Ziemi otacza, jest mara senna, zludzeniem, ze jedynym naszym zadaniem jest osiagniecie dawnej madrosci, która zyla i dzialala w zamierzchlych czasach. Uczniowie dawnych medrców, tzw. swietych Rischi, wstepowali na droge prowadzaca za pomoca jogi do ogladu swiatów, z których ludzie niegdys zstapili na Ziemie. Dazeniem ich byl powrót w swiat ducha, daleko od tego wszystkiego, co bylo dla nich maja. Jest to jedna z dostepnych czlowiekowi dróg rozwoju. Najnowsza jednak droga poznania – to droga rózokrzyzowców. Prowadzi ona czlowieka nie w przeszlosc, lecz w przyszlosc, ku stanom, jakie czlowiek bedzie przezywal w przyszlosci; uczy go, za pomoca scisle okreslonych zasad, rozwijac madrosc, która w nim drzemie.

Te wlasnie droge wskazal twórca ezoterycznego pradu rózokrzyzowców, znany pod zewnetrznym imieniem Christiana Rozenkreutza. Mamy tu do czynienia ze scisle okreslona metoda – ale nie nalezy wyciagac stad wniosku, ze droga ta nie jest chrzescijanska. Jest to chrzescijanska droga wtajemniczenia, przystosowana do wspólczesnych warunków zycia, która lezy pomiedzy joga a tzw. wlasciwa chrzescijanska droga rozwoju. Ta droga rozwoju przygotowywala sie czesciowo juz dlugo przed nastaniem chrzescijanstwa. Jej prekursorem byl Dionizos Aeropagita, wielki wtajemniczony, który w ezoterycznej szkole Pawla w Atenach prowadzil szkolenie, z którego wyszla cala pózniejsza ezoteryczna madrosc. Obie drogi ezoterycznego szkolenia dostepne sa dla naszego Zachodu. Wszystko, co zwiazane jest z nasza kultura i zyciem, pod wplywem szkoly czysto chrzescijanskiej lub szkoly rózokrzyzowców podnosi sie i przeobraza w zasade wtajemniczenia. Droga czysto chrzescijanska jest dla dzisiejszych ludzi trudna i dlatego wlasnie istnieje druga droga, droga rózokrzyzowców, dla ludzi, którzy musza zyc w obecnych czasach. Kto dzisiaj chce isc dawna droga chrzescijanskiego wtajemniczenia, musi miec moznosc izolowania sie na jakis czas od zycia zewnetrznego, aby tym intensywniej wejsc potem w codzienne zycie. Tymczasem droga rózokrzyzowców moze isc kazdy, niezaleznie od swojego zawodu i sytuacji zyciowej.

Spróbujmy scharakteryzowac droge czysto chrzescijanska. Metoda ta jest opisana w najglebszym z pism chrzescijanskich, choc najmniej rozumianym przez teologów, a mianowicie w Ewangelii sw. Jana. Nauke te znajdujemy równiez w Apokalipsie. Ewangelia sw. Jana to cudowna ksiega; trzeba nia jednak zyc, a nie tylko ja czytac. Zyc nia mozna wtedy, jezeli sie zrozumie, ze to, co w niej jest napisane, stanowi wskazówki i pouczenia dla zycia wewnetrznego. Chrzescijanska droga wtajemniczenia wymaga od ucznia, aby Ewangelia sw. Jana stanowila dla niego ksiege do medytacji. Zasadniczym warunkiem, który nie odgrywa takiej roli przy wtajemniczeniu rózokrzyzowców, jest bezwzgledna wiara w osobowosc Jezusa Chrystusa. Trzeba wierzyc, ze ten Najwyzszy Duch, który przewodzil Duchom Slonca w ciagu slonecznego okresu Ziemi, wcielil sie fizycznie w Jezusa z Nazaretu, ze postac Jezusa byla czyms duzo wyzszym niz skromny i cichy mieszkaniec Nazaretu, czyms innym niz taka indywidualnosc jak Sokrates, Platon czy Pitagoras.

Trzeba rozumiec wielka, zasadnicza róznice miedzy Nim a wszystkimi innymi. Jezeli chce sie przejsc wtajemniczenie czysto chrzescijanskie, trzeba w Nim widziec Boga-czlowieka, jedynego w swej naturze. W przeciwnym razie w duszy ucznia zabraknie tego zasadniczego tonu uczuciowego, przy którym budza sie wyzsze wladze duszy. Dlatego tez uczen musi rzeczywiscie wierzyc w to, co glosi Ewangelia sw. Jana: “Na poczatku bylo Slowo (Logos), a Slowo bylo u Boga” itd., az do slów: “A Slowo (Logos) stalo sie Cialem i mieszkalo miedzy nami”.

Ten sam Duch, który byl wodzem duchów slonecznych i który zlaczyl sie z przeobrazeniami naszej planety, którego nazwac tez mozemy Duchem Ziemi, mieszkal posród nas w oslonach ludzkiego ciala, wcielony rzeczywiscie w cialo fizyczne. W to musi czlowiek wierzyc, jezeli zas na razie nie moze, to niechaj lepiej obierze inna droge wtajemniczenia. Kto jednak moze spelnic ten zasadniczy warunek i we wlasciwym medytacyjnym nastroju co rano, w ciagu tygodni i miesiecy, rozmysla poczatek Ewangelii sw. Jana, az do slów: “pelne poswiecenia i prawdy” – i to w taki sposób, ze je nie tylko rozumie, ale nimi zyje – ten poczuje w duszy sile rozbudzajaca tych slów; nie sa to bowiem zwykle slowa, budza one w duszy ozywiajace sily. Uczen musi miec jedynie cierpliwosc, aby ciagle na nowo do nich wracac, dzien po dniu; wtedy, pod wplywem pewnych scisle okreslonych uczuc, budza sie w nim sily potrzebne do tego, aby przejsc chrzescijanska droge wtajemniczenia. Jest to droga bardziej wewnetrzna, natomiast na drodze wtajemniczenia metoda rózokrzyzowców uczucia budza sie przez zetkniecie czlowieka ze swiatem zewnetrznym.

Droga chrzescijanskiego wtajemniczenia jest droga siedmiostopniowego budzenia uczuc. Do tego dochodza jeszcze inne cwiczenia, które przekazac mozna tylko bezposrednio, w zaleznosci od charakteru danego czlowieka. Zasadniczym jednak cwiczeniem jest przezywanie trzynastego rozdzialu Ewangelii sw. Jana w sposób, który dalej opiszemy. Nauczyciel mówi do ucznia: Musisz rozwinac w sobie pewne scisle okreslone uczucia. Wyobraz sobie rosline, która wyrasta z gleby; wzniosla sie ona ponad poziom mineralnej gleby, a jednak jej potrzebuje. Ona – wyzsza istota – nie moglaby istniec bez tej nizszej. Gdyby roslina mogla myslec, musialaby tak mówic do ziemi: wznioslam sie wprawdzie wyzej niz ty, a jednak nie moglabym istniec bez ciebie. I przejeta uczuciem wdziecznosci musialaby sie sklonic przed ziemia. I tak samo zwierze przed roslina, gdyz i ono nie mogloby istniec bez rosliny; i tak samo czlowiek przed zwierzeciem. Gdy zas czlowiek osiagnie wyzszy stopien rozwoju, musi powiedziec sobie: Nigdy bym tu nie doszedl, gdyby nie nizsze stopnie bytu. I pelen wdziecznosci sklonic musi glowe przed nimi, one to bowiem sprawily, ze mógl isc dalej. Zadna istota na swiecie nie moglaby istniec, gdyby nie nizsze istoty, którym winna jest za to wdziecznosc.

Tak tez i Chrystus, Najwyzszy Duch, nie móglby istniec bez swoich najblizszych dwunastu uczniów. Jakze potezne jest uczucie wdziecznosci i czci, jakie bije z trzynastego rozdzialu Ewangelii sw. Jana: “On, Najwyzszy Duch, umywa nogi uczniom swoim”. To wlasnie uczucie budzi sie w duszy, gdy uczen w ciagu tygodni i miesiecy kontempluje te chwile i coraz glebiej odczuwa, jak wszystko, co wznioslo sie na wyzszy poziom, z wdziecznoscia pelna czci spogladac winno ku nizszemu stworzeniu, które umozliwilo mu zycie. Jest to wlasnie pierwszy z siedmiu zasadniczych tonów uczuciowych. W momencie gdy czlowiek dostatecznie juz przepoi sie tym uczuciem, pojawia sie pewien objaw zewnetrzny oraz wewnetrzna wizja. Zewnetrzny objaw polega na tym, ze czlowiek czuje jakby stopy jego obmywala woda, w wizji zas, która pojawia sie w jego duszy, widzi siebie samego, jako Chrystusa obmywajacego stopy dwunastu swoim uczniom. Jest to pierwszy stopien obmywanie stóp.

To, co opisuje trzynasty rozdzial Ewangelii sw. Jana, jest nie tylko wydarzeniem historycznym; przezyc to moze kazdy. Jest to zewnetrzny symptom oznaczajacy, ze czlowiek w swym zyciu uczuciowym doszedl do pewnego poziomu, i jezeli dojdzie do tego poziomu, to objaw ten musi wystapic. Drugi stopien to biczowanie. Przechodzi go uczen, zaglebiajac sie w nastepujace mysli: “Jak to bedzie, gdy ze wszystkich stron spadna na ciebie udreczenia i smagac cie bedzie ból? Musisz wytrwac i nie ugiac sie, musisz byc odporny na wszelkie cierpienia, jakie tylko zycie przyniesc ci moze i wszystko musisz zniesc”. Jest to drugie uczucie, jakie uczen musi w sobie obudzic. Zewnetrzny objaw tego stopnia to uczucie swedzenia i drzenia na calej powierzchni ciala; wewnetrznym zas znakiem jest obraz, w którym czlowiek widzi siebie samego jako ofiare biczowania; poczatkowo widzi to we snie, potem w postaci wizji. Trzeci stopien to koronowanie cierniem. W ciagu tygodni i miesiecy pograza sie uczen w nastepujacych myslach i uczuciach: “Jak to bedzie, jezeli przyjdzie ci znosic w zyciu nie tylko ból i cierpienia, ale jezeli naigrawac sie beda z najwiekszych twoich swietosci, z twojej duchowej istoty?” I znowu nie wolno mu sie skarzyc, znowu musi wytrwac i nie ugiac sie.

Dokonana praca wewnetrzna musi dac uczniowi sily, dzieki którym przetrwa szyderstwa i naigrywanie. Chocby wszystkie moce sprzysiegly sie przeciw jego duszy, on sie nie zachwieje. A wtedy w wizji pokazuje mu sie obraz jego wlasnej postaci w cierniowej koronie, i czuje zewnetrzny ból w glowie. Jest to znak, ze uczen dostatecznie daleko doszedl w swiecie uczuc, aby wzniesc sie znowu o jeden stopien. Czwartym stopniem jest ukrzyzowanie. Uczen znowu musi rozwinac w sobie okreslone uczucie.

Dzisiaj czlowiek utozsamia swe cialo ze swoim ja. Kto chce przejsc wtajemniczenie chrzescijanskie, musi przyzwyczaic sie niesc swoje cialo przez swiat w taki sposób, jak niesie sie jakis obcy przedmiot, np. stól. Wlasne cialo musi stac mu sie obce; wnosi je do pokoju i wynosi jak kazdy inny przedmiot. Jezeli czlowiek dostatecznie rozwinie w sobie to czwarte uczucie, to przechodzi tzw. próbe krwi. Wystepuja u niego tzw. stygmaty. Na dloniach, stopach i prawym boku wystepuja zaczerwienienia skóry, bedace obrazem ran Chrystusa. Jezeli uczen dzieki sile tego uczucia doprowadzi do uzewnetrznienia sie tego objawu, wtedy zjawia sie i wewnetrzny objaw, astralny; czlowiek w duszy widzi sie ukrzyzowanym. Piaty stopien to smierc mistyczna. Czlowiek czuje sie coraz bardziej czastka calego swiata. Mysli: “Tak samo jak palec u reki, tak i ja nie jestem bynajmniej samodzielna istota. Czuje sie zlaczony z calym swiatem, przynaleze do calego swiata”.

A potem doznaje takich przezyc, jak gdyby wszystko wokól niego pograzalo sie w ciemnosci, jak gdyby ogarnial go zewszad czarny mrok, niby coraz gestsza zaslona. Na tym etapie wtajemniczony poznaje w calej rozciaglosci ból i nedze, zlo i utrapienie, jakie ciaza na wszelkim stworzeniu. I to jest zstapienie do piekiel, które kazdy musi przezyc. Potem nastepuje jakby rozdarcie zaslony i przed wzrokiem ucznia otwieraja sie swiaty ducha. To sie nazywa rozdarciem zaslony. Szósty stopien to zlozenie do grobu i zmartwychwstanie. Gdy uczen jest juz tak daleko, musi sobie powiedziec: “Nauczylem sie juz patrzec na moje cialo jak na cos obcego. Teraz jednak wszystko, co widze na swiecie, musze traktowac tak samo jak moje wlasne cialo! Sklada sie ono przeciez z tych samych pierwiastków co swiat zewnetrzny! Kazdy kwiat, kazdy kamien jest mi równie bliski jak moje wlasne cialo”. Wtedy czlowiek pogrzebany jest w ziemskim globie.

Ten stopien laczy sie zawsze z nowym obudzeniem sie do zycia; czlowiek czuje sie zjednoczony z najwyzszym duchem przewodnim naszej planety, z Duchem Chrystusa, który mówi: “Kto pozywa chleb mój, ten stapa po moim ciele”. Siódmego stopnia, wniebowstapienia, opisac sie nie da. Trzeba by miec dusze, dla której mózg nie jest juz narzedziem myslenia. Aby odczuwac to, co przechodzi wtajemniczony na tym etapie, trzeba miec dusze, która moglaby to uczucie przezyc. Istota chrzescijanskiego wtajemniczenia polega wiec na przechodzeniu przez stany glebokiej pokory i oddania; kto je przejdzie w calej pelni, ten przezywa zmartwychwstanie w duchowych swiatach. Nie kazdy jednak moze tego dzisiaj dokonac, dlatego istnieje inna metoda prowadzaca w wyzsze swiaty. Jest to wlasnie metoda rózokrzyzowców. Opiszemy ja równiez w siedmiu stopniach, które dadza nam pewne wyobrazenie o przezyciach duszy w tym szkoleniu.

Czesc tych wiadomosci mozna znalezc w ksiazce p.t. “Jak uzyskac poznanie wyzszych swiatów”, czesciowo jednak sa to wiadomosci, które otrzymac mozna tylko bezposrednio od innego czlowieka. Nam chodzi jedynie o ogólne pojecie o tym, co daje czlowiekowi ta droga. Ma ona równiez siedem stopni, ale scisla kolejnosc w pokonywaniu ich nie jest konieczna, zalezy to raczej od indywidualnosci ucznia. Równiez i wskazówki, jakie daje nauczyciel, sa w kazdym wypadku dostosowane do danej indywidualnosci. Stopnie na drodze rózokrzyzowców sa nastepujace: studium, poznanie imaginatywne, czyli obrazowe, poznanie inspiracyjne, czyli czytanie pisma tajemnego, przygotowanie kamienia madrosci, powiazanie makrokosmosu z mikrokosmosem, wzycie sie w makrokosmos, boska szczesliwosc. Studium w tym znaczeniu, w jakim stanowi pierwszy stopien inicjacji rózokrzyzowców, jest to umiejetnosc zaglebienia sie w mysli, które nie odpowiadaja fizycznej rzeczywistosci, lecz pochodza z wyzszych swiatów, co nazwac by mozna “czysta mysla”. Dzisiaj, co prawda, nawet filozofowie zaprzeczaja niejednokrotnie istnieniu “czystej mysli”; mówia, ze w kazdej mysli musi byc jakas pozostalosc wrazen zmyslowych. A jednak tak nie jest.

Prawdziwego kola nikt nigdy nie widzial, trzeba je widziec w mysli. To, co widzimy, gdy narysujemy kolo na tablicy, jest jedynie skupieniem czastek kredy. Do prawdziwego kola dojsc mozemy tylko niezaleznie od wszelkich przykladów, jakich dostarcza nam fizyczna rzeczywistosc. Tak wiec matematyka daje nam przyklad myslenia ponadzmyslowego. W innych dziedzinach równiez musimy nauczyc sie takiego myslenia. Wtajemniczeni stosowali je zawsze, gdy chodzilo o nature czlowieka. Teozofia rózokrzyzowców jest wlasnie takim poznaniem nadzmyslowym, a studiowanie jej, tak wlasnie jak to wspólnie robimy, jest pierwszym stopniem szkolenia rózokrzyzowców. Ludziom zdaje sie czesto, ze zajmowanie sie natura czlowieka i jej skladnikami, zaglebianie sie w zamierzchle okresy rozwoju ludzkosci lub w kolejne okresy planetarne jest czyms niepotrzebnym; woleliby raczej rozwijac i hodowac w sobie piekne uczucia; nie maja natomiast ochoty naprawde powaznie studiowac. A jednak nawet najpiekniejsze uczucia rozbudzone w duszy nie wystarcza, nie dadza nam dostatecznej sily, aby wzniesc sie w swiat ducha. Droga rózokrzyzowców nie dazy bezposrednio do rozwijania uczuc, sprawia natomiast, ze zetkniecie sie z prawdziwa rzeczywistoscia wyzszych swiatów samo budzi uczucia. Jako pewnego rodzaju bezwstyd odczuwalby rózokrzyzowiec okazywanie swych uczuc przed innymi.

Wprowadza on ludzi w bieg rozwoju ludzkosci wiedzac, ze wtedy uczucia budza sie same. Stawia ich wobec kolejnych przeobrazen naszej planety w przestrzeniach swiata, a gdy dusza przezyje te fakty, sama mocno ogarnia w sobie uczucia. Wszelkie opowiadanie, jakoby nalezalo odwolywac sie wprost do uczuc, plynie z wygodnictwa, z lenistwa myslowego. Wiedza duchowa rózokrzyzowców dazy do tego, aby rzeczywistosc mówila sama za siebie; jezeli te mysli przedostana sie do uczuc i opanuja je, bedzie to droga wlasciwa. Rózokrzyzowiec pragnie, aby do czlowieka mówily koleje wydarzen kosmicznych, aby przemówila prawda swiata. Jest to najbardziej bezosobisty sposób pouczania o swiatach duchowych. Nie ma znaczenia, kto jest nauczycielem, chodzi bowiem o to, co dany czlowiek moze powiedziec o najistotniejszych prawdach kosmicznych, a nie o to, kto o nich opowiada. Dlatego na ezoterycznej drodze rózokrzyzowców wykluczone jest wszelkie osobiste uwielbienie dla nauczyciela. Nie wymaga on tego i nie potrzebuje. Pragnie on mówic uczniowi o tym, co istnieje poza nim. Kto pragnie dotrzec do wyzszych swiatów, ten musi przyzwyczaic sie do sposobu myslenia, przy którym jedna mysl wyplywa z drugiej. O takim wlasnie mysleniu traktuja ksiazki pt. “Filozofia wolnosci” oraz “Prawda a nauka”. Ksiazki te nie sa napisane tak, aby mozna bylo np. wziac z nich jakas mysl i wstawic w inne miejsce.

Sa napisane w sposób podobny do powstawania organizmu: jedna mysl wyrasta z drugiej. Nie maja one nic wspólnego z czlowiekiem, który je pisal; autor zdal sie calkowicie na to, co mysli wypracuja w nim same przez sie, na to, jak same róznicuja sie i ukladaja w calosc. Tak wiec dla czlowieka, który na to studium zapatruje sie jak na cos w sobie samym skonczonego, okres ten bedzie zapoznawaniem sie z elementarnymi prawdami wiedzy duchowej; dla tego zas, kto chce isc dalej, bedzie to zaglebianie sie w konstrukcje myslowa, w której jedna mysl wyplywa z drugiej, w której mysl sama z siebie snuje swój watek. Drugi stopien na tej drodze to poznanie imaginatywne, które dolacza sie do tego, co czlowiek zdobyl w okresie studium droga myslenia. Studium daje wprawdzie podstawy, ale wymaga opracowania, dopelnienia przez wlasne poczucie imaginatywne. Tak np. w jednym z ubieglych wykladów wspomnielismy o tym, ze czlowiek slyszac echo, moze odczuc w nim podzwiek procesów, które w okresie Saturna byly codzienna rzeczywistoscia. Otóz istnieje mozliwosc, aby w podobny sposób odczuwac wszystko w naszym otoczeniu jako zewnetrzny wyraz wewnetrznych procesów duchowych. Ludzie chodza po Ziemi sadzac, ze jest ona jedynie zlepkiem skal i kamieni. Tymczasem nalezy zrozumiec, ze wszystko jest rzeczywiscie fizycznym wyrazem Ducha, który stanowi istote Ziemi. Podobnie jak dusza ozywia cialo, tak Duch zamieszkujacy nasza ziemska planete znajduje w niej dla siebie zewnetrzny wyraz. Gdy ludzie naucza sie patrzec na Ziemie jak na istote zlozona z duszy i ciala, wtedy dopiero zrozumieja to, co Goethe mial na mysli mówiac: “Wszystko doczesne jest tylko podobienstwem”. Patrzac na czlowieka, któremu po twarzy splywaja lzy, nie dociekamy za pomoca praw fizyki, z jaka szybkoscia te lzy sie tocza, lecz traktujemy je jako wyraz smutku jego duszy.

Podobnie jak usmiech jest dla nas wyrazem wesolego nastroju. Uczen musi dojsc do tego, aby idac laka odczuwac w kazdym kwiecie zewnetrzny wyraz zywej istoty, wyraz utajonego Ducha Ziemi. Niby perliste lzy przemawiaja do niego niektóre kwiaty inne znów sa radosnym usmiechem Ducha Ziemi. Kazdy kamien, kazda roslina, kazdy kwiat, wszystko jest zewnetrznym wyrazem utajonego Ducha Ziemi, jak gdyby wyrazem twarzy, który przemawia do niego. Do takiego przezywania dazyl uczen sw. Graala i rózokrzyzowiec. Nauczyciel mówil do ucznia: “Spójrz na kielich kwiatu, jak sie otwiera na przyjecie promieni slonecznych; promienie te budza w nim czyste sily twórcze, które drzemaly w roslinie. Dlatego promien sloneczny nazywamy swieta wlócznia milosci. A teraz spójrz na czlowieka: stoi on wyzej niz roslina, posiada podobne organy; co jednak w roslinie jest calkowicie czyste i nieskalane, w czlowieku przenikniete jest popedem i zadza.

Przyszlosc naszego rozwoju polega na tym, ze kiedys znowu w niepokalanej czystosci bedzie czlowiek wydawal na swiat swój obraz i podobienstwo przez wypowiadanie za pomoca organu, który wówczas pelnic bedzie funkcje rozrodcze. I tak jak kielich kwiatu w nie zaklóconej, niepokalanej harmonii otwiera sie na przyjecie swietej wlóczni milosci, tak samo czlowiek w nastroju niezmaconej harmonii, wolny od popedów i zadz, zwracac sie bedzie ku promieniom duchowej madrosci, które zaplodnia go, aby mógl wydac podobna sobie istote. Tym organem bedzie w przyszlosci nasza krtan”. Takie nauki odbieral uczen Graala: “Roslina na swym niskim stopniu bytu ma nieskalany kielich. Czlowiek go stracil, obnizyl wiec stopien swego rozwoju przez nieczysty element zadzy. Ale ten utracony kielich musi czlowiek odzyskac, musi go sobie stworzyc na nowo z uduchowionych promieni slonecznych, rozwinac i uksztaltowac w sobie to, co stanie sie w przyszlosci czara Graala”.

Tak wiec uczen nosil w swej duszy wysoki ideal. To, co droga powolnego rozwoju staje sie udzialem calej ludzkosci, wtajemniczony przezywa juz wczesniej. Pokazuje on nam w obrazach caly rozwój ludzkosci, obrazy te dzialaja zas zupelnie inaczej niz abstrakcyjne pojecia dzisiejszej doby materializmu. Jezeli wyobrazamy sobie rozwój swiata w tak wznioslych i poteznych obrazach jak np. sw. Graal, jestesmy pod innym wplywem niz wtedy, kiedy przyjmujemy zwykla wiedze, która nie jest w stanie wywrzec zadnego glebszego dzialania na nasz organizm fizyczny i duchowy. Poznanie imaginatywne dziala na nasze cialo eteryczne, przez nie zas na krew, krew zas jest posrednikiem, który z kolei przeobraza nasz organizm. Ludzie w coraz wiekszym stopniu beda mogli oddzialywac na swój organizm poprzez cialo eteryczne.

Wszelkie poznanie imaginatywne oparte na prawdzie jest wiec jednoczesnie elementem uzdrawiajacym, leczacym; uzdrawia krazaca krew. Poznanie imaginatywne jest najlepszym wychowawca, jezeli tylko czlowiek ma w sobie tyle oddania dla prawdy, aby mogla ona dzialac na niego. Trzeci stopien to czytanie tajemnego pisma. Czytac pismo tajemne, to nie tylko ogladac poszczególne obrazy, ale poddac sie jeszcze dzialaniu, jakie wywiera ich wzajemny stosunek. Z wzajemnej relacji obrazów powstaje to, co nazywamy pismem tajemnym. Linie sil, które przenikaja twórczo swiat, uczen zaczyna poprzez imaginacje porzadkowac w pewne ksztalty oraz zespoly barw; zaczyna uczyc sie odczuwac ich wewnetrzny zwiazek; dziala to jak duchowy dzwiek, harmonia sfer, gdyz takie ksztalty odpowiadaja prawdzie, sa odbiciem rzeczywistosci kosmicznej. Nasze zwykle pismo jest ostatnia dekadencka pozostaloscia, nasladowaniem dawnego pisma tajemnego.

Do czwartego stopnia, zwanego przygotowaniem kamienia madrosci, dochodzi sie przez cwiczenia zmieniajace proces oddychania. Jezeli czlowiek oddycha tak, jak mu kaze jego natura, nie moze obejsc sie bez roslin. Gdyby ich nie bylo, nie móglby w ogóle zyc, gdyz roslina dostarcza mu tlenu, a sama przyswaja dwutlenek wegla, który czlowiek wydycha. Roslina buduje z niego swój organizm, a oddaje tlen. W ten sposób czlowiek zawdziecza swiatu roslinnemu ciagla odnowe zapasów tlenu. Ludzkosc nie moglaby istniec bez swego otoczenia; wyeliminujmy swiat roslinny, a w krótkim czasie wymrze cala ludzkosc. Mamy wiec obieg: wdychamy tlen, który roslina wydycha, wydychamy dwutlenek wegla, który roslina wdycha i z którego buduje organizm. Roslina zwiazana jest z organizmem czlowieka, jest narzedziem utrzymujacym go przy zyciu.

To, jak roslina buduje sobie organizm z wegla zawartego w dwutlenku wegla, widzimy na przykladzie wegla kamiennego, który jest przeciez zwlokami roslin. Metoda rózokrzyzowców prowadzi do okreslonego uregulowania procesów oddechowych, do wyksztalcenia w sobie organu, który moze w czlowieku przemieniac dwutlenek wegla w tlen. To, co dzisiaj dokonuje sie w roslinie, poza czlowiekiem, bedzie sie kiedys dokonywac wewnatrz organizmu ludzkiego za pomoca organu, który czlowiek moze juz teraz rozwijac w sobie poprzez prace ezoteryczna. Przez opanowanie i przeobrazenie procesu oddechowego czlowiek wyrobi w sobie we wlasnym wnetrzu narzedzie do wytwarzania tlenu; zmieni swa nature z mineralnej na roslinna. Bedzie zatrzymywac w sobie dwutlenek wegla i z niego tworzyc cialo; dlatego tez jego cialo bedzie kiedys bardziej podobne do rosliny, a wtedy bedzie sie moglo spotkac ze swieta wlócznia milosci. Wtedy udzialem wszystkich ludzi bedzie swiadomosc, jaka dzisiaj zdobywa wtajemniczony, wznoszac sie w wyzsze swiaty. Opisalismy przemiane ludzkiej materii w taka substancje, której podstawa jest dwutlenek wegla.

To wlasnie jest alchemia, która prowadzi czlowieka do tego, aby budowal wlasne cialo w podobny sposób, jak to dzisiaj czynia rosliny. Nazywa sie to przygotowaniem kamienia madrosci, a wegiel jest zewnetrznym tego symbolem. Wegiel jednak dopiero wtedy staje sie kamieniem madrosci, gdy czlowiek potrafi go w sobie wytworzyc przez unormowanie procesu oddychania. Wskazówki dotyczace tego stopnia otrzymac mozna tylko ustnie; otacza je gleboka tajemnica i dopiero po gruntownym przygotowaniu i zupelnym oczyszczeniu uczen moze zblizyc sie do tego misterium. Gdyby nauka ta byla dostepna ogólowi, to ludzie nie oczyszczeni z niskiego egoizmu mogliby uzywac tych najwyzszych tajemnic dla zaspokajania najnizszych pragnien. Piaty stopien to zwiazek makrokosmosu z mikrokosmosem.

Jezeli spojrzymy na rozwój ludzkosci, to widzimy, ze to, co dzisiaj jest w czlowieku, powstalo stopniowo i dolaczylo sie z zewnatrz. Z poprzednich wykladów wiemy ze gruczoly wydzielania wewnetrznego rosly w okresie slonecznym na powierzchni planety, tak jak dzis gabki. Cialo nasze jest mozaika tego, co dawniej rozposcieralo sie na zewnatrz. Kazda czastka naszego ciala fizycznego, eterycznego i astralnego, znajdowala sie gdzies poza nami i to jest wlasnie makrokosmos w mikrokosmosie.

Nawet i dusze nasze przebywaly kiedys na zewnatrz, w boskosci. Kazdy szczegól naszego organizmu odpowiada czemus, co jest w kosmosie, poza nami. Powinnismy te zwiazki przezyc prawidlowo. Wiemy, ze punkt pomiedzy brwiami, u nasady nosa, moze byc dla nas symbolem procesu powolnego przenikania swiata zewnetrznego w mikrokosmos ludzkiego organizmu. Jezeli zaglebimy sie medytacyjnie w organ, o którym mowa, starajac sie przeniknac jego istote, mozemy dojsc do poznania tej czesci kosmosu, która odpowiada temu punktowi. W podobny sposób mozemy poznac, czym jest istotnie krtan oraz sily, które ja uformowaly. Tak oto poznajemy makrokosmos, zaglebiajac sie w poznanie wlasnego ciala. Nie chodzi o to, bysmy mówili. “Bóg mieszka w czlowieku – chce znalezc tego Boga w sobie”, bo wtedy znalezlibysmy tylko malego czlowieczka, który puszy sie i nadyma, aby sie wydac bogiem. Przy takim sposobie myslenia nie doszlibysmy nigdy do prawdziwego poznania. Dazyc do poznania droga teozofii rózokrzyzowców jest znacznie mniej wygodnie i wymaga to konkretnej pracy. Ale swiat pelen jest cudów i nieopisanego piekna dla kazdego, kto sie w nim zaglebi.

Trzeba znalezc Boga w niezliczonych Jego przejawach, a wtedy mozna Go znalezc równiez w sobie samym. Dopiero wtedy zaczynamy poznawac Go w pelni. Swiat jest jedna wielka ksiega. Wszelkie stworzenia to litery w tej ksiedze, odczytac je musimy od poczatku do konca, a wtedy potrafimy czytac tajemnice calej ksiegi mikrokosmosu i makrokosmosu. I nie bedzie to juz suchym, pojeciowym tylko rozumieniem, ale zjednoczy czlowieka z calym swiatem. Czlowiek odczuwac bedzie w kazdej rzeczy wyraz boskiego Ducha Ziemi. Gdy czlowiek dojdzie do tego, wtedy kazdy jego czyn wyplywac bedzie juz samodzielnie z woli calego kosmosu. I to wlasnie nazywamy boska szczesliwoscia. Jezeli jestesmy w stanie myslec w ten sposób, to idziemy droga rózokrzyzowców. Szkola chrzescijanska opiera sie bardziej na uczuciu, które czlowiek rozwija w swojej duszy. Szkolenie rózokrzyzowców poddaje czlowieka dzialaniu wszystkich sil duchowych Ziemi, które zyja w jego otoczeniu fizycznym. One to budza uczucie w jego duszy. Obie drogi sa dla kazdego otwarte.

Czlowiek o wspólczesnym sposobie myslenia, który ma podejscie naukowe, moze zawsze pójsc droga rózokrzyzowców. Nauka wspólczesna moze nawet byc pomoca, jezeli koleje powstawania swiatów sledzic bedziemy nie tylko “litera po literze”, ale jezeli bedziemy starali sie przeniknac do tego, co sie poza nimi ukrywa, podobnie jak w ksiazce nie poprzestajemy na przygladaniu sie tylko literom, lecz staramy sie wyczytac zawarty w nich sens. Szukajmy Ducha ukrytego poza nauka, a wtedy nauka bedzie dla nas jedynie litera, która tego Ducha wyraza. Wszystko, co mówilismy, nie obejmuje ani nie wyczerpuje zagadnien zwiazanych ze szkoleniem rózokrzyzowców. Stanowi jedynie wskazówki, które daja przyblizone pojecie o tym, co mozna znalezc na drodze poznania rózokrzyzowców. Jest to droga wtajemniczenia dla ludzi wspólczesnych, dzieki której moga oni oddzialywac na przyszlosc. Przytoczylismy tutaj stopnie tej drogi, aby ja scharakteryzowac, aby dac pewne pojecie o tym, jak dzieki tej drodze czlowiek zblizyc sie moze do tajemnic wyzszych swiatów. Wiedza duchowa jest konieczna dla dalszego postepu ludzkosci.

To, co musi sie zdarzyc, aby nastapilo przeobrazenie ludzkosci, musi byc dzielem samych ludzi. Kto w obecnej inkarnacji przyjmuje w siebie prawde, przygotowuje sie do tego, aby w przyszlych wcieleniach zdobywac coraz to glebsze prawdy. W ten sposób tresc naszych wykladów laczy sie w jedna calosc. Mówilismy o tym, co ma byc twórczym pierwiastkiem dla kultury przyszlosci. Nauke te podaje sie dzisiaj do ogólnej wiadomosci, gdyz wymaga tego przyszlosc czlowieka. Ludzie, którzy nie chca przyjmowac tej prawdy o przyszlosci, zyja niejako na koszt innych. Kto ja przyjmuje, zyje dla innych, chociazby nawet pchala go do tego z poczatku egoistyczna tesknota do wyzszych swiatów. Jezeli tylko droga jest dobra, to sama wypleni z nas do szczetu egoizm i najlepiej nauczy poswiecenia. Rozwój ezoteryczny konieczny jest w obecnym rozwoju ludzkosci i dlatego musimy go zaszczepiac. Powazne, prawdziwe, rzeczowe dazenie do prawdy, które prowadzi do prawdziwego braterstwa, ma w sobie najpotezniejsza, czarodziejska wprost sile jednoczenia ludzi. Powinno ono byc srodkiem do wielkiego, ostatecznego celu; do zjednoczenia ludzkosci.

Cel ten osiagniemy, jezeli rzeczywiscie bedziemy ksztaltowac w sobie to poznanie, jezeli bedziemy usilowali w najszlachetniejszy, najpiekniejszy sposób nad tym pracowac, dzieki temu bowiem mozliwe bedzie uswiecenie ludzkosci. Wiedza duchowa przedstawia sie nam nie tylko jako wielki ideal, ale równoczesnie jako sila, która nas przenika, a z sily tej plynie poznanie. Wiedza duchowa stawac sie bedzie coraz bardziej popularna, coraz glebiej przenikac bedzie wszystkie religijne i praktyczne dziedziny zycia, gdyz jest ona czynnikiem rozwoju ludzkosci. I z ta mysla prowadzone byly nasze wyklady na temat teozofii rózokrzyzowców. Jezeli te wiedze rozumiemy nie tylko jako szereg oderwanych od zycia prawd, ale tak, ze dzieki poznanym prawdom budza sie w naszej duszy uczucia, to wtedy moze ona dzialac bezposrednio na zycie.

Jezeli prawdy, które tu poznalismy, nie pozostana jedynie w glowie, ale przedostana sie do serca, z serca zas w rece zajete codzienna praca, jezeli przenikna we wszystkie nasze czyny, wtedy mozemy powiedziec, ze posiadamy podstawy wiedzy duchowej. Wtedy rozumiemy to wielkie zadanie kultury, zlozone w nasze rece, a poznanie prawd ducha budzi w nas uczucia, które dzisiejsi wygodni ludzie chcieliby rozwijac wprost, bezposrednio. Lubowanie sie w rozkolysanych emocjach nie lezy w zadaniach teozofii rózokrzyzowców, dazy ona do tego, aby postawic przed naszymi oczami duchowa rzeczywistosc.

Trzeba ja przyjmowac aktywnie, musi byc tworzona poprzez czyny; powinna budzic uczucia i przezycia. W tym znaczeniu teozofia rózokrzyzowców ma byc wlasnie poteznym impulsem dla swiata uczuc. Jednoczesnie jednak powinna wprowadzac nas bezposrednio w swiat postrzegania nadzmyslowego i prowadzic do wyzszych swiatów. Taka byla mysl przewodnia tych wykladów.

Facebook