Wykład 12

U istot zwierzeco-ludzkich na dawnym Ksiezycu nie bylo jeszcze zewnetrznego zróznicowania sie na dwie plci. Tak samo u ich potomków w okresie powtórzenia epoki ksiezycowej. Potem nastapilo pewnego rodzaju rozszczepienie ciala ludzkiego. Moglo sie to dokonac dzieki zageszczeniu materii. Dopiero gdy swiat mineralny wylonil sie w dzisiejszej formie, moglo powstac cialo ludzkie, w którym plec jest rozdzielona. Ziemia i cialo czlowieka musialy najpierw dojsc do dzisiejszego stanu zageszczenia, mineralizacji.

W miekkich cialach ludzkich okresu ksiezycowego i pierwszych okresów Ziemi czlowiek byl istota dwuplciowa, mesko-zenska. Nie powinnismy zapominac, ze czlowiek w pewnej mierze i dzisiaj zachowal slad tego dawnego dwuplciowego ustroju. Dzisiaj mezczyzna ma cialo fizyczne meskie, eteryczne zas zenskie. Kobieta przeciwnie; jej cialo eteryczne jest meskie. Fakt ten rzuca ciekawe swiatlo na psychike mezczyzny i kobiety. Zdolnosc kobiety do poswiecenia i zaparcia sie siebie dla ukochanej istoty zwiazana jest z tym, ze jej cialo eteryczne jest meskie; natomiast próznosc mezczyzny staje sie zrozumiala, gdy wiemy, ze jego cialo eteryczne ma nature kobieca. Powiedzielismy juz, ze ten podzial ludzkosci na dwie plci wywolalo wspóldzialanie sil plynacych ze Slonca i Ksiezyca. Trzeba jeszcze wiedziec, ze u mezczyzny Ksiezyc dziala silniej na cialo eteryczne, Slonce zas na fizyczne; u kobiety przeciwnie, cialo fizyczne znajduje sie pod wplywem sil ksiezycowych, eteryczne zas pod wplywem Slonca. Ustawiczna wymiana substancji mineralnych w ciele fizycznym czlowieka mogla rozpoczac sie dopiero wtedy, gdy powstal dzisiejszy swiat mineralny; przedtem istnialy zupelnie inne formy odzywiania.

W slonecznym okresie naszej Ziemi we wszystkich roslinach krazyly soki mleczne. Odzywianie odbywalo sie w ten sposób, ze czlowiek wysysal je, tak jak dzisiaj dziecko ssie pokarm matki. Rosliny, które dzisiaj maja w sobie tego rodzaju soki, sa ostatnimi potomkami czasów, kiedy wszystkie rosliny dostarczaly takich soków w wielkiej obfitosci. Dopiero pózniej odzywianie przybralo dzisiejsze formy. Aby zrozumiec sens zróznicowania sie plci czlowieka, musimy wyjasnic sobie, ze zarówno na Ksiezycu, jak tez i w czasie powtórzenia okresu ksiezycowego na Ziemi, wszystkie istoty wygladaly podobnie. Tak jak dzisiaj kazda krowa podobna jest do swej matki i do wszystkich innych krów, bo kazda reprezentuje dusze zbiorowa, tak tez i ludzie byli wówczas niezmiernie podobni do swoich przodków, co przeciagnelo sie az po okres atlantycki. Cóz wiec bylo powodem, ze teraz ludzie sa tak rózni? Przyczyna byl wlasnie podzial na dwie plci. Element kobiecy zachowal tendencje do nadawania potomkom podobnej postaci; element meski dziala inaczej; wywoluje on róznorodnosc, indywidualizacje. Przez to, ze sily meskie dolaczyly sie do kobiecych, powstalo coraz wieksze zróznicowanie.

Dzieki wplywowi meskiego pierwiastka moze sie rozwijac indywidualnosc. Dawna dwuplciowosc miala jeszcze jedna szczególna wlasciwosc. Jezeli zapytalibysmy któregos z ludzi ksiezycowych o jego przezycia, zauwazylibysmy, ze traktuje je zupelnie tak samo, jak przezycia swych najdalszych przodków; wszystko to zylo przez pokolenia. Przygotowanie obecnego stanu swiadomosci, która siega tylko od narodzin do smierci, zwiazane jest z wyksztalceniem sie indywidualnosci czlowieka w dzisiejszym znaczeniu; równolegle zas pojawila sie mozliwosc takich narodzin i takiej smierci jak dzisiaj. Dawni ludzie ksiezycowi, którzy poruszali sie plywajac i unoszac sie w przestrzeni, zlaczeni byli ze swym otoczeniem, z którego przenikaly w ich organizmy owe strumienie krwi. Gdy taka istota umierala, nie byla to smierc duszy w dzisiejszym znaczeniu tego slowa, tylko jak gdyby obumieranie jednej czesci w zywym organizmie. Swiadomosc duszy zbiorowej w swiecie ducha pozostawala niezmacona. Spróbujmy sobie to wyobrazic – usycha reka, a na to miejsce wyrasta nowa. Ludzie w zamglonej swiadomosci odczuwali umieranie organizmów ludzkich niby stopniowe usychanie cial; jedne usychaly i wiedly, a inne wyrastaly, ale w duszy zbiorowej swiadomosc trwala bez przerwy, tak ze istotnie bylo to cos w rodzaju niesmiertelnosci.

Potem pojawila sie dzisiejsza krew, czyli krew wytwarzana samodzielnie przez organizm czlowieka. Jej powstaniu towarzyszyl podzial czlowieka na dwie plci: meska i zenska. Jednoczesnie z tym podzialem wystapila jeszcze jedna wazna zmiana. Krew wywoluje ciagla walke pomiedzy zyciem a smiercia, a skutkiem tego istota, która wytwarza w sobie czerwona krew, jest terenem tych ustawicznych zmagan. Krew czerwona zuzywa sie bowiem ciagle i przemienia w krew blekitna, która nosi w sobie element smierci. Jednoczesnie z ta przemiana krwi nastapilo w czlowieku zaciemnienie swiadomosci, która dawniej siegala poza granice narodzin i smierci. Dopiero teraz, z nastaniem obecnej swiadomosci, utracil czlowiek dawne, niejasne poczucie niesmiertelnosci. Dzisiejsza niemoznosc wyjrzenia poza smierc i narodziny zwiazana jest z podzialem na dwie plci. Jeszcze cos innego laczy sie z tymi zmianami. Kiedy czlowiek mial dusze grupowa, pokolenia za pokoleniami nastepowaly bez przerw, bez przelomów wywolanych narodzinami i smiercia. Teraz jednak pojawily sie przerwy i w zwiazku z tym mozliwosc reinkarnacji. Dawniej syn byl bezposrednia kontynuacja ojca, a ojciec dziadka, swiadomosc nigdzie sie nie urywala. Teraz jednak nastal czas, gdy swiadomosc nie mogla juz siegac poza granice narodzin i smierci.

Dzieki temu stal sie mozliwy pobyt czlowieka w kamaloce i w dewahanie. Te kolejne zmiany – pobyt w wyzszych swiatach nastepujacy po ziemskim zyciu – staly sie mozliwe dopiero wtedy, gdy czlowiek zostal istota indywidualna, po odrzuceniu Ksiezyca z Ziemi. Dopiero wtedy pojawilo sie to, co dzis nazywamy inkarnacja oraz okresy przejsciowe miedzy kolejnymi wcieleniami, które z czasem równiez ustana. Doszlismy wiec do czasów, gdy dawny organizm, który laczyl w sobie jeszcze dwie plci, organizm zalezny od duszy zbiorowej, podzielil sie na meski i kobiecy. Element kobiecy zachowuje podobienstwo, meski wprowadza róznorodnosc. Istotnie, w dzisiejszych stosunkach element kobiecy utrzymuje ciaglosc dawnych wiezów rodowych, rasowych, narodowych, element meski ustawicznie te ciaglosc przelamuje, rozszczepia i w ten sposób indywidualizuje ludzkosc. Pierwszy dziala jak echo dawnej duszy zbiorowej, drugi jako pierwiastek nowy, dazacy do indywidualizowania. Z czasem dojdzie do tego, ze wszelkie wiezy rasowe i rodowe zanikna. Ludzie coraz bardziej beda sie róznili miedzy soba i bedzie ich laczyc nie wspólna krew, ale to, co dusze wiaze z dusza. W tym kierunku zmierza rozwój ludzkosci. W poczatkowym okresie epoki atlantyckiej zwiazek w ramach poszczególnych ras byl jeszcze bardzo silny.

Pierwsze podzialy ras róznily sie miedzy soba barwa skóry i ten slad dzialania duszy zbiorowej pozostal jeszcze do dzisiaj. Róznice te beda sie zacieraly, im bardziej element indywidualny bedzie przewazal. Przyjdzie czas, ze nie beda istnialy rasy o róznych zabarwieniach skóry, natomiast istniec beda olbrzymie róznice indywidualne miedzy ludzmi. Im dalej cofamy sie w przeszlosc, tym lepiej widzimy, jak przewaza element rasowy. Wlasciwy pierwiastek indywidualizujacy pojawia sie dopiero w pózniejszych czasach atlantyckich. W pierwszych czasach Atlantydy ludzie nalezacy od danej rasy czuli gleboka niechec w stosunku do innych ras; poczucie lacznosci, milosc plynely tylko ze wspólnoty krwi. Zwiazki malzenskie miedzy ludzmi nalezacymi do odrebnych rodów uwazane byly za niemoralne. Jasnowidzacy, który chcialby zbadac zwiazek ciala eterycznego z fizycznym u mieszkanców dawnej Atlantydy, spostrzeglby dziwne zjawisko. Czesc ciala eterycznego odpowiadajaca glowie nie pokrywala sie calkowicie z glowa fizyczna, tak jak dzisiaj. Dzis cialo eteryczne wykracza bardzo niewiele poza fizyczna glowe, wówczas jednak wystawalo bardzo daleko, szczególnie w okolicy czola. Pewien punkt mózgu, polozony miedzy brwiami, tylko ze o centymetr glebiej oraz odpowiadajacy mu dzisiaj punkt w ciele eterycznym byly wówczas jeszcze oddalone jeden od drugiego. Rozwój polegal miedzy innymi na stopniowym zblizaniu sie tych dwóch punktów.

W piatym okresie epoki atlantyckiej cialo eteryczne glowy do tego stopnia wsunelo sie w cialo fizyczne, ze oba punkty spotkaly sie. Dzieki temu mogly rozwinac sie nasze dzisiejsze zdolnosci: liczenie, zdolnosc wydawania sadów, wytwarzanie pojec, inteligencja. Przedtem mieszkancy Atlantydy mieli tylko wspaniale rozwinieta pamiec, brak im jednak bylo zdolnosci rozumowania. I tu mamy punkt wyjscia powstawania jazni swiadomej. Przed zejsciem sie tych dwóch punktów nie moglo byc mowy o samodzielnosci ludzi, natomiast mogli oni zyc w o wiele glebszym zwiazku z natura. Mieszkania tworzyl sobie czlowiek w owych czasach z tego, co mu dawala przyroda; przeksztalcal on dowolnie kamienie, laczyl je z drzewami i w ten sposób mieszkanie ludzkie wyrastalo z zywej przyrody; bylo ono wlasciwie jej przeobrazeniem. Czlowiek zyl w malych grupach, spojonych jeszcze wiezami krwi, najsilniejszy zas z rodu byl wodzem i wywieral ogromny wplyw na innych. Wszystko zalezalo od jego autorytetu, który jednak rozumiany byl inaczej niz w naszych czasach. Na poczatku okresu atlantyckiego czlowiek nie znal jeszcze mowy artykulowanej; rozwinela sie ona dopiero w trakcie tej epoki. Wódz nie byl w stanie wyrazic slowami swych rozkazów; natomiast ludzie rozumieli mowe natury.

Czlowiek dzisiejszy musi uczyc sie tego na nowo. Wyobrazmy sobie, ze patrzac w zródlo widzimy w nim swe odbicie; w duszy czlowieka znajacego wiedze tajemna powstaje szczególne uczucie; mówi on sobie: “Oto spoglada na mnie odbicie mej wlasnej postaci, ostatni slad tych odbic, które Saturn przed niepamietnym czasem wysylal w przestrzen”. Gdy czlowiek taki widzi w zródle odbicie wlasnej postaci, w duszy jego wylania sie wspomnienie Saturna. Równiez echo budzi wspomnienie dzwieków, które odbite przez Saturna powracaly w przestworza wszechswiata. Albo fatamorgana, odzwierciedlenie obrazów, które powietrze przejmuje i znowu oddaje. Czlowiek znajacy wiedze tajemna widzi w niej wspomnienie utworzonego z gazów dawnego Slonca, które przyjmowalo w siebie wszystko, co plynelo z przestrzeni kosmicznych, przepracowywalo to, a potem odbijalo w promieniach, dodajac jeszcze cos ze swej wlasnej istoty. Gdybysmy znalezli sie na dawnym Sloncu, widzielibysmy, jak wszystko, co tam istnialo, przygotowane bylo z substancji gazowej Slonca niby jakies obrazy swietlne, jak fatamorgana.

Nie potrzeba czarów, by uczyc sie poznawac swiat w tysiacach przeobrazen; jest to wazne dla czlowieka, który pragnie wzniesc sie w wyzsze swiaty. W bardzo dawnych czasach czlowiek gleboko rozumial nature. Jest to wielka róznica, czy zyje sie w dzisiejszym powietrzu, czy w takim, jakie bylo za czasów Atlantydy. Cala atmosfera przeniknieta byla wówczas gesta mgla. Slonce i Ksiezyc otoczone byly olbrzymimi teczowymi kregami. Byl czas, ze te mgliste opary przeslanialy gwiazdy, a Slonce i Ksiezyc byly zacmione. Dopiero powoli, stopniowo, stawaly sie widzialne dla ludzkich oczu. Ksiega Genesis opisuje wspaniale, jak Slonce, Ksiezyc i gwiazdy powoli stawaly sie widoczne. Wszystko, co czytamy jako dzieje stworzenia swiata, dzialo sie rzeczywiscie. Czlowiek z czasów atlantyckich mial wiec silnie rozwiniete rozumienie otaczajacej go natury. To, co slychac w szemraniu zródla, w huczacym wietrze, co dla nas dzisiaj jest nie zróznicowanym dzwiekiem, dla tamtych ludzi bylo zrozumiala mowa. Nie bylo jeszcze wówczas przykazan ujetych w slowa, ale Duch przemawial do czlowieka z tego powietrza nasyconego wodnymi oparami. Pismo Swiete wyraza to w slowach: “a Duch Bozy unosil sie nad wodami”. We wszystkim slyszal czlowiek mowe Ducha; plynela do niego z gwiazd, ze Slonca i z Ksiezyca.

Kazde slowo Ksiegi Genesis opisuje dokladnie i scisle to, co sie dzialo w otoczeniu czlowieka. Pózniej nadszedl okres, gdy u grupy ludzi bardziej zaawansowanych niz reszta, zamieszkalych w poblizu dzisiejszej Irlandii – na ziemi, która podobnie jak cala Atlantyda znajduje sie dzisiaj pod woda – nastapilo po raz pierwszy owo scisle zlaczenie sie ciala eterycznego z fizycznym. Dzieki temu mozliwy stal sie wzrost inteligencji. Kiedy potezne masy wodne zatapialy powoli lad Atlantydy, lud ten, pod wodza najbardziej zaawansowanych osób, rozpoczal wedrówke na Wschód. Najbardziej rozwinieta czesc tego ludu zawedrowala az do Azji i stworzyla tam centrum kultury. Stad promieniowala potem kultura, wywodzaca sie ze strumienia ludu, który pózniej przesunal sie jeszcze dalej na Wschód i w Azji Srodkowej, a mianowicie w Indiach, stworzyl pierwsza kulture poatlantycka, tzw. kulture hinduska. Wykazuje ona jeszcze silny wplyw kultury atlantyckiej. Dawny Hindus nie mial jeszcze takiej swiadomosci jak nasza dzisiejsza, ale byla ona juz mozliwa od chwili, kiedy zeszly sie te dwa punkty w mózgu, o których byla wczesniej mowa.

Przed ich polaczeniem mieszkancy Atlantydy zyli jeszcze swiadomoscia obrazowa, dzieki której obcowali z duchami. Czlowiek ówczesny nie tylko slyszal w szemraniu strumyka wyrazna i zrozumiala mowe, ale widzial jeszcze wylaniajace sie z jego nurtów istoty wcielone w wode – undiny. W powietrzu, w jego powiewach, widzial sylfy, w trzaskajacym ogniu postrzegal salamandry. Wszystko to bylo realne i dlatego powstaly legendy i mity, które w najczystszej formie zachowaly sie w Europie, tam, gdzie osiedlila sie resztka ludnosci atlantyckiej, która nie zawedrowala do Indii. Germanskie legendy i mity sa odbiciem tego, co mieszkancy dawnej Atlantydy widzieli jeszcze w otaczajacej ich gestej mgle. Rzeki, jak np. Ren, zyly w swiadomosci dawnych Atlantów, jak gdyby zawarta w nich byla madrosc dawnej mgly Nibelungów.

Ta madrosc zyla w rzekach jako jestestwa. W ten sposób zyly w Europie echa kultury atlantyckiej. W Indiach jednakze powstawala nowa kultura, w której inny oddzwiek znajdowalo echo dawnych ogladów. Same obrazy wyzszych swiatów znikly ale pozostala tesknota za tym wszystkim, co one wyrazaly. Mieszkaniec Atlantydy slyszal jeszcze madrosc swiata przemawiajaca do niego w przyrodzie; Hindusowi zostala juz tylko tesknota za zjednoczeniem z natura; totez cecha starohinduskiej kultury jest pragnienie powrotu do dawnych czasów. Ówczesny Hindus byl marzycielem. Wprawdzie mial przed soba to, co nazywamy rzeczywistoscia, ale swiat zmyslów uwazal za maje, ulude.

Tego, co mieszkaniec Atlantydy widzial jeszcze jako unoszace sie wokól niego duchy, Hindus szukal w swej wlasnej tesknocie za boskim pierwiastkiem swiata, za Brahmanem. Ten impuls powracania do dawnej, pólsennej swiadomosci swiatów atlantyckich zachowal sie w ezoteryce wschodniej, która stara sie przywrócic dawna swiadomosc. Dalej na pólnoc mamy Persów i Medów, kulture staroperska. Kultura starohinduska odwracala sie od rzeczywistosci; Persowie natomiast zdawali sobie sprawe, ze nalezy sie z nia liczyc. Czlowiek byl w tym kraju przede wszystkim pracownikiem, który wiedzial, ze nie tylko po to ma sily duchowe, by dazyc do poznania, lecz takze po to, by z ich pomoca przeobrazic Ziemie. Poczatkowo przedstawiala sie ona jako element wrogi; ludzie czuli, ze musza ja zwyciezyc. Wyrazem tego stosunku jest przeciwstawienie Ormuzda i Arymana – dobrego i zlego boga, którzy toczyli odwieczny bój. Czlowiek pragnal coraz bardziej przenikac Ziemie tym, co plynie ze swiata ducha, ale nie byl jeszcze w stanie poznac madrej budowy, naturalnej prawidlowosci swiata zewnetrznego. Dawna kultura indyjska rzeczywiscie posiadala wiedze o wyzszych swiatach, nie wynikajaca jednak ze znajomosci natury, gdyz Ziemia byla dla Hindusa zluda, maja. Pers natomiast poznawal nature, swiat zewnetrzny, ale tylko jako swój warsztat pracy.

Przechodzimy do kultury chaldejskiej, babilonskiej i ludów egipskich. Tutaj czlowiek uczy sie juz rozumiec prawidlowosci rzadzace natura. Podnoszac wzrok ku gwiazdom nie tylko szuka bogów stojacych ponad nim, ale tez bada prawa, kierujace ruchem gwiazd – i tak powstala owa cudowna wiedza chaldejska. Kaplan egipski nie traktowal swiata fizycznego jako czegos opornego, wrogiego. Duchowosc, do której dochodzil przez geometrie, zaszczepial w swoja glebe, w swój kraj, Rozpoznawane byly prawa zewnetrznej natury. Chaldejsko-babilonsko-egipska madrosc laczyla scisle zewnetrzna wiedze o gwiazdach z poznaniem bogów, którzy sa duchami tych gwiazd. I to jest trzeci etap rozwoju kultury. Dopiero na czwartym stopniu rozwojowym epoki poatlantyckiej czlowiek rozwinal sie na tyle, ze to, co sam w sobie przezywal jako duchowosc, zaszczepial kulturze. Tak wlasnie bylo w okresie grecko-rzymskim. Czlowiek wedlug swej wlasnej duchowosci ksztaltowal materie, stwarzajac dzielo sztuki plastycznej czy dramatycznej. Spotykamy tam poczatki budownictwa miejskiego w dzisiejszym znaczeniu. Jest ono inne niz w okresach poprzedzajacych epoke grecka, np. w Egipcie. Tam dawni kaplani spogladali ku gwiazdom, usilujac wykryc rzadzace nimi prawa. Odbiciem tego, co sie dzialo na niebie, byly wznoszone przez nich budowle.

Ich budowle ukazuja siedmiostopniowy rozwój, który czlowiek najpierw odkryl w cialach niebieskich; podobnie cala struktura piramid wyraza prawdziwe stosunki kosmiczne. Przejscie od madrosci wtajemniczonych kaplanów do madrosci ogólnoludzkiej wyraza wspaniale tradycja rzymska w historii siedmiu królów rzymskich. Kim sa ci królowie? Przypomnijmy, ze zamierzchla historia Rzymu siega starozytnej Troi. Troje mozemy uwazac za ostatni wytwór dawnych spoleczenstw kaplanskich, które organizowaly panstwa wedlug praw wypisanych w gwiazdach. Gdy nastal czas przejscia w czwarty okres kultury, rozum ludzki, którego symbolem jest przebiegly Odyseusz, pokonal starodawna madrosc kaplanów. Jeszcze wyrazniej wyraza sie to zwyciestwo ludzkiej mysli nad madroscia kaplanów w rzezbie Laokoona i jego synów, duszonych przez weze. Waz byl zawsze symbolem ludzkiego rozumu; grupa Laokoona przedstawia wlasnie moment, gdy ziemski rozum w postaci wezów pokonuje pradawna madrosc kaplanów.

A potem wola autorytetów kierujacych w ciagu tysiacleci wydarzeniami naszkicowala dalsze wypadki, wedlug których w przyszlosci musiala rozwijac sie historia. Ci, którzy stali u kolebki Rzymu, postanowili, ze jego dzieje obejma siedem okresów, jak to zostalo napisane w ksiegach sybilinskich. Jezeli to wszystko przemyslimy, odnajdziemy imiona siedmiu królów rzymskich jako odbicie siedmiu pierwiastków natury ludzkiej. Piaty król Rzymu, z kraju Etrusków, przyszedl z zewnatrz. Przedstawial czlon Manas, ducha jazni, który laczy trzy nizsze czlony z trzema wyzszymi. Siedmiu królów rzymskich wyobraza siedem pierwiastków natury ludzkiej, maluje rzeczywistosc duchowa. Rzym republikanski to nic innego jak tylko ludzka madrosc, która zajmuje miejsce madrosci kaplanskiej. W ten sposób trzecia epoka przeszla w czwarta. Wtedy czlowiek wydal z siebie to, co mial we wlasnej duszy, tworzac arcydziela sztuki, dramaty i system prawny. Dawniej wszelkie prawa czerpala ludzkosc z gwiazd.

Rzymianie stali sie narodem prawa, dopiero tutaj czlowiek stworzyl wedlug wlasnych potrzeb prawo. My zyjemy w okresie piatym. Jak wyraza sie w naszych czasach rozwój ludzkosci? Znikl dawny autorytet; punkt ciezkosci we wszystkim, co dotyczy czlowieka, przesuwa sie coraz bardziej ku jego wnetrzu, a dzialalnosc zewnetrzna staje sie coraz bardziej odbiciem jego duchowosci. Rozpadaja sie wiezy przynaleznosci rodowej. Czlowiek indywidualizuje sie coraz bardziej, dlatego powoli rozumiec zaczyna religie, której ziarno ludzkosc nosi w sobie od 2000 lat; religie, która mówi: “Kto by z was nie porzucil ojca swego i matki swojej, siostry i brata, nie moze byc uczniem moim”. To znaczy, ze milosc oparta na zwiazkach krwi musi ustac, czlowiek ma stanac wobec czlowieka, dusza przemówic do duszy. Zadaniem naszej epoki jest jeszcze silniejsze sprowadzenie na plan fizyczny tego, co w grecko-rzymskim okresie wyplynelo z ludzkiej duszy. W ten sposób czlowiek coraz glebiej pograza sie w materie.

Grek w arcydzielach sztuki stworzyl wyidealizowany obraz swego zycia wewnetrznego obleczony w ludzkie ksztalty; Rzymianin stworzyl w prawodawstwie cos, co wyraza juz bardziej osobiste potrzeby; ale kulminacyjnym wynalazkiem naszych czasów jest maszyna, najbardziej materialistyczny wyraz calkowicie juz osobistych potrzeb czlowieka. Ludzkosc coraz bardziej oddala sie od nieba, zstepujac coraz to nizej i nizej, az wreszcie w obecnym piatym okresie zstapila najnizej, najsilniej zwiazala sie z materia. O ile w Grecji widzimy jeszcze czlowieka wzniesionego w twórczosci ponad swoje czlowieczenstwo, jak np. w wizerunkach Zeusa, który wyobraza czlowieka wznoszacego sie ponad wlasna miare, o ile w prawodawstwie rzymskim znajdujemy jeszcze cos z czlowieka, który przerasta siebie samego – bo Rzymianin wiecej ceni fakt, ze jest obywatelem rzymskim niz osobowoscia ludzka – to w naszych czasach czlowiek obraca sily swego ducha na zaspokojenie swych osobistych, materialnych potrzeb.

Jakiz bowiem cel maja wszystkie maszyny, parowce, koleje, wszystkie skomplikowane wynalazki? Chaldejczyk odzywial sie w najprostszy sposób, jaki mozna sobie wyobrazic; dzisiaj nieprawdopodobny wprost zasób wiedzy, skrystalizowanej madrosci ludzkiej, pracuje nad tym, jak zaspokoic glód i pragnienie. Nie wolno nam zamykac oczu na to, co sie dzieje. Madrosc w ten sposób uzyta schodzi ponizej wlasnego poziomu, zstepuje w materie. Wszystko, co czlowiek wzial niegdys ze swiatów ducha, musialo zejsc ponizej wlasnego poziomu, aby znowu kiedys wzbic sie wyzej. Stad wyplywa zadanie dziejowe naszej epoki. Jezeli dawniej laczyla ludzi w obrebie rodu krew, która plynela w ich zylach, to dzisiaj te sily sa coraz slabsze, a milosc oparta na wiezach krwi ginie. Zastapic ja musi inna milosc – milosc plynaca z ducha, która umozliwi ponowne wzniesienie sie w swiat duchowy.

Zejscie w materie bylo potrzebne, ludzkosc musiala to przejsc, aby o wlasnych silach znalezc droge z powrotem w swiat ducha. To wlasnie jest misja dzisiejszej wiedzy duchowej – wskazac ludziom te droge. Omawiajac dzieje ludzkosci doszlismy do czasów obecnych. Teraz musimy wskazac, jaki bedzie dalszy rozwój, i jak czlowiek, który przechodzi przez wtajemniczenie, juz dzisiaj moze osiagnac na drodze poznania pewien stopien, który w przyszlosci bedzie udzialem wszystkich ludzi.

Facebook