Wykład 11

W naszych rozwazaniach doszlismy do punktu, kiedy nasza Ziemia przeszla stan dawnego Ksiezyca. Mówilismy, ze po tym okresie nastapila faza “snu” calego systemu planetarnego. Przez taki okres snu przechodza wraz z planeta wszystkie zamieszkujace ja istoty, które wówczas przezywaja zupelnie inne stany niz w czasie zewnetrznego rozwoju. Spróbujmy wyjasnic, co robily te istoty w okresie przejsciowym, pomiedzy tzw. ksiezycowa inkarnacja, a wcieleniem obecnym, wlasciwym rozwojem Ziemi. Wiemy, ze na Ksiezycu zyly trzy rodzaje istot; byli to “przodkowie” tego wszystkiego, co dzisiaj zyje na Ziemi.

Zyl tam pewien rodzaj istot roslinno-mineralnych, zwierzeco-roslinnych i zwierzeco-ludzkich. Czlowiek znajdowal sie tym okresie jeszcze w stanie nierozwinietej samoswiadomosci, jeszcze nie doszedl do stopnia, na którym jazn zamieszkuje ludzkie cialo. W okresie przejsciowym, pomiedzy wcieleniem dawnego Ksiezyca a Ziemia wlasciwa, zaszlo cos bardzo waznego w duchowosci czlowieka. Jezeli zdamy sobie sprawe z rzeczywistej postaci dawnego globu ksiezycowego, to mozemy nazwac go nie bez racji zywa istota, czyms podobnym do drzewa, na którym zyja przerózne stworzenia. Ksiezyc byl sam pewnego rodzaju mineralno-roslinnym organizmem. Skaly ksiezycowe stanowily tylko stwardnienia roslinno-mineralnej masy, z której wyrastaly ksiezycowe istoty roslinno-zwierzece; stworzenia zas, które nazwalismy istotami zwierzeco-ludzkimi unosily sie wokól Ksiezyca.

Wszystko natomiast, co stanowilo swiadomosc jazni, zylo jeszcze przewaznie w atmosferze Ksiezyca, w ognistej mgle, jako czastka wchodzaca w sklad wyzszej istoty, obejmujacej wówczas te wszystkie jaznie, które dzis zamkniete sa w poszczególnych cialach, odgraniczonych skóra. Nie bylo wiec jeszcze w tym czasie takich ludzi jak dzis, obdarzonych swiadomoscia jazni. Ale za to co innego bylo wówczas znacznie silniej rozwiniete niz na Ziemi. Wiemy wszyscy, ze to, co sie powszechnie nazywa dusza narodu, dusza rasy, jest juz dzisiaj tylko abstrakcyjnym pojeciem, abstrakcja. Powszechny jest dzis poglad, ze rzeczywisty byt ma tylko indywidualna dusza ludzka, zamieszkala w ludzkim ciele. I kiedy mówi sie o niemieckiej, francuskiej czy rosyjskiej duszy narodu, to ludzie uwazaja to za abstrakcje, za ogólne pojecie, które okresla charakterystyczne cechy poszczególnych jednostek danego narodu. Ale wtajemniczony sadzi inaczej. Dla niego dusza narodu niemieckiego, francuskiego czy rosyjskiego jest czyms realnym w pelnym tego slowa znaczeniu, czyms, co posiada swój samodzielny i niezalezny byt. Tyle tylko, ze w dzisiejszym zyciu Ziemi nie przejawia sie bezposrednio na planie fizycznym. Mozna ja zobaczyc tylko w swiecie astralnym. Nikt nie moze zaprzeczyc jej egzystencji, bo tam dusza narodu jest rzeczywista, zyjaca istota. Mozemy ja spotkac na planie astralnym, tak jak tutaj, chodzac po planie fizycznym, spotykamy swoich przyjaciól.

W okresie ksiezycowym nie przyszloby nam do glowy watpic w istnienie dusz zbiorowych, gdyz wówczas byly one bardziej realne niz dzisiaj. Dusze narodów i ras kierowaly z atmosfery Ksiezyca prad krwi w ciala unoszacych sie wokól Ksiezyca istot. Przeznaczeniem naszych czasów jest zaprzeczanie istnieniu istot, które na planie astralnym wioda swoje rzeczywiste zycie, a na planie fizycznym nie sa dostrzegane. Jestesmy wlasnie u szczytu materialistycznego rozwoju, który chce zaprzeczac istnieniu takich istot jak dusze narodów i ras. W ostatnim czasie ukazala sie poprzedzona wielka reklama ksiazka Mauthnera pt. “Krytyka mowy”, która jest postrzegana i chwalona jako prawidlowy wyraz abstrakcyjnego i obiektywnego myslenia, gdyz napisana jest jakoby bezposrednio z duszy wspólczesnego czlowieka. Ksiazka taka musiala byc w koncu napisana. Zaprzecza ona wszystkiemu, czego nie mozna zobaczyc i dotknac. Z punktu widzenia wiedzy tajemnej jest to ksiazka skandaliczna, ale znakomita z punktu widzenia wspólczesnego sposobu myslenia! Taka ksiazka musi byc postrzegana przez nasze czasy jako koniecznosc. To nie jest zadna krytyka, tylko zaznaczenie sprzecznosci miedzy ezoterycznym sposobem myslenia i mysleniem wspólczesnych czasów. W ksiazce tej mozna poznac przeciwienstwo calego sposobu myslenia wiedzy tajemnej; jest to znamienity produkt z punktu widzenia zamierajacego pradu wspólczesnosci. Na dawnym Ksiezycu swiadomosc byla inna niz na Ziemi; byl to rodzaj wspólnej swiadomosci.

Czlowiek na Ziemi czuje sie odrebna jednostka, ale na Ksiezycu bylo inaczej. Dusze zbiorowe zyly tak, jak teraz na Ziemi zyja duchy narodu. Glob ksiezycowy mial wiec istotnie swiadomosc zbiorowa, która odczuwala siebie jako istote zenska. Slonce zas, które oswiecalo dawny Ksiezyc, odczuwano jako istote meska. Zachowalo sie to w starym egipskim micie: Ksiezyc jako Izyda, Slonce jako Ozyrys. Brakowalo tylko zamknietej w ludzkim ciele swiadomosci jazniowej, która wtedy unosila sie jeszcze w atmosferze Ksiezyca. W okresie przejsciowym, pomiedzy inkarnacja ksiezycowa a ziemska naszej planety, róznorodne istoty pracowaly nad tym, aby cialo eteryczne i astralne czlowieka przygotowac do przyjecia swiadomosci jazniowej. Cóz wiec stalo sie w chwili, kiedy z mroku wylonilo sie cialo niebieskie, które zawieralo w sobie dzisiejsze Slonce, Ksiezyc i Ziemie?

W otoczeniu tej przebudzonej ze snu planety znajdowaly sie istoty, które dzis ksztaltuja dusze ludzkie. Dzieki pracy, która odbyla sie w okresie przejsciowym, mogly one teraz laczyc swiadomosc jazni z cialem astralnym i eterycznym. Ale cialo fizyczne nie bylo jeszcze gotowe na jej przyjecie, pojawia sie ono z poczatku ponownie w formie zwierzeco-ludzkiej. Na Ksiezycu cialo harmonizowalo jeszcze z ówczesna dusza, ale teraz to, co jako jazn zanurzylo sie w ciele astralnym i eterycznym, nie harmonizowalo juz z caloscia. Aby dostosowac do siebie czesci skladowe natury ludzkiej, konieczne bylo powtórzenie stanów Saturna, Slonca i Ksiezyca na nowym stopniu. Najpierw wiec powtórzyl sie okres Saturna, ale ciala fizyczne zwierzeco-ludzkich istot nie byly juz tak proste jak na dawnym Saturnie. Wówczas byly to tylko zalazki narzadów zmyslowych. Teraz przybyly gruczoly hormonalne i system nerwowy. Wszystko to nie bylo jednak zdolne do polaczenia sie z dusza na jej obecnym stopniu rozwoju. Musialo nastapic krótkie powtórzenie okresu Saturna. Duchy Jazni musialy znowu pracowac nad cialem fizycznym, aby przystosowac je do przyjecia jazni.

Podobnie musialo nastapic powtórzenie okresu slonecznego, aby narzady ciala fizycznego, które powstaly na Sloncu, mogly przygotowac sie do przyjecia jazni. I wreszcie powtórzyl sie okres ksiezycowy, aby mógl przystosowac sie system nerwowy. Najpierw powtórzyl sie wiec okres Saturna. Zwierzeco-ludzkie istoty epoki ksiezycowej bytuja na Ziemi, ale jedynie jako ciala fizyczne, poruszane i kierowane z zewnatrz niby maszyny. Potem nastapilo powtórzenie okresu slonecznego, w którym ciala ludzkie zyly jak spiace rosliny. I wreszcie powtórzyl sie okres ksiezycowy, w którym oddzielilo sie i wystapilo Slonce, a pozostalo wszystko to, co juz raz wyodrebnilo sie jako dawny Ksiezyc. Powtórzyl sie wiec jeszcze raz caly cykl ksiezycowy, z ta róznica, ze teraz wszczepiono istotom ludzkim zdolnosc do przyjecia jazni. To powtórzenie cyklu ksiezycowego bylo dla Ziemi ciemnym okresem jej rozwoju. W organizm ludzki, zlozony z ciala fizycznego, eterycznego i astralnego, wniknela jazn, ale jeszcze bez oczyszczajacego wplywu mysli. W czasie, kiedy Slonce bylo juz oddzielone, Ziemia zas miala jeszcze w sobie Ksiezyc, czlowiek znajdowal sie w stanie, w którym jego cialo astralne nosilo najdziksze namietnosci, mialo wszczepione wszystkie najgorsze sily. Nie bylo dla nich zadnej przeciwwagi.

Byl to okres pomiedzy wystapieniem Slonca a oddzieleniem sie Ksiezyca, kiedy ludzie byli jeszcze duszami zbiorowymi, ale pelnymi najgorszych popedów. Przechodzac przez to prawdziwe pieklo, jakim bylo powtórzenie cyklu ksiezycowego, Ziemia pod wplywem oddzielonego, dzialajacego z zewnatrz szlachetnego Slonca – nie tylko Slonca fizycznego, ale takze i duchów slonecznych, które z nim odeszly – stopniowo osiagnela stan, w którym mogla wyrzucic z siebie dzikie popedy i straszliwie sily, a zatrzymac tylko to, co bylo zdolne do dalszego rozwoju. Razem z Ksiezycem odeszly najgorsze sily i dlatego w dzisiejszym Ksiezycu mamy pozostalosc tych wszystkich zlych wplywów, jakie wówczas dzialaly w czlowieku. Natomiast to wszystko, co pozostalo na Ziemi po oddzieleniu sie Slonca i Ksiezyca, bylo zdolne do dalszego rozwoju. Przypatrzmy sie najpierw samym zwierzeco-ludzkim istotom. Stopniowo dojrzaly one na tyle, ze mogly przyjac w siebie jazn. Teraz mamy wiec czlowieka, który sklada sie z czterech ogniw. Po raz pierwszy zaczyna sie zmieniac pozycja czlowieka; wczesniej plywal, unosil sie.

Teraz zaczyna przechodzic stopniowo do pozycji pionowej. Jego kregoslup, a raczej struna nerwowa biegnaca wzdluz grzbietu, która w okresie ksiezycowym ustawiona byla poziomo, prostuje sie powoli. Równolegle z prostowaniem sie nastepuje rozszerzenie sie rdzenia kregowego w mózg. Nastepuje równoczesnie jeszcze jedna zmiana. Do tego unoszacego, plywajacego ruchu, jaki byl wlasciwy czlowiekowi zarówno na Ksiezycu, jak i podczas powtórzenia sie cyklu ksiezycowego na Ziemi, gdy atmosfera przeniknieta byla jeszcze ognista mgla, potrzebne bylo czlowiekowi cos niby pecherz plawny, podobny do tego, jaki dzisiaj spotykamy u ryb. Teraz jednak mgly ogniste (tradycja hebrajska nazywala je Ruah) zaczely opadac. Dzialo sie to powoli i stopniowo. Wprawdzie atmosfera wciaz pelna byla gestej pary, lecz najgestsze dymy juz opadly. W tym czasie czlowiek zamiast skrzelami, zaczyna oddychac plucami. Pecherz plawny przeobraza sie w pluca. Dzieki temu czlowiek stal sie zdolny przyjac wyzsze pierwiastki duchowe, które sa powyzej jazni, a mianowicie pierwszy zadatek ducha jazni.

To przeobrazenie pecherza plawnego w pluca wyraza Biblia w slowach: “i tchnal Bóg w oblicze czlowieka dech zywota. I stal sie czlowiek dusza zyjaca”. (Gen. 2-7) Slowa te oznaczaja przeobrazenie, jakie dokonywalo sie w naturze ludzkiej w ciagu milionów lat. Zadne ze stworzen, które dotad poznalismy, ani istoty roslino-zwierzece, ani zwierzeco-ludzkie dawnego Ksiezyca, ani tez ich potomkowie w ksiezycowym okresie Ziemi, zadne z nich nie mialo jeszcze czerwonej krwi. Ich soki zywotne przypominaly krew dzisiejszych nizszych zwierzat, która jeszcze nie jest czerwona. Byly to soki, które naplywaly z zewnatrz i znowu odplywaly. Aby we wlasnym organizmie wytwarzac czerwona krew potrzeba bylo czegos wiecej. Zrozumiemy to, gdy dowiemy sie, ze w rozwoju naszej planety, az do oddzielenia sie Ksiezyca, zelazo nie odegralo zadnej roli. Zelazo pojawilo sie na naszej planecie dopiero dzieki temu, ze planeta Mars przeszla, jesli sie tak mozna wyrazic, przez Ziemie i pozostawila jej zelazo. Z Marsa pochodzi wplyw zelaza we krwi. Echo tego zwiazku z Marsem zachowalo sie w micie o bogu wojny Marsie. Marsowi przypisuje sie te cechy, które zelazo zaszczepilo we krwi: sile i wojowniczosc. Wprowadzenie zelaza w nasz rozwój wzmocnilo zmiane w sposobie oddychania czlowieka. Zelazo stalo sie waznym czynnikiem rozwoju Ziemi.

Pod wplywem tych zmian organizm ludzki udoskonalil sie tak dalece, ze mogla rozpoczac sie praca nad oczyszczeniem i uszlachetnieniem cial, które powstaly na Saturnie, Sloncu i Ksiezycu, zaczynajac naturalnie od ostatniego, które przybylo najpózniej, a mianowicie od ciala astralnego. W okresie wyksztalcania sie pluc i powstawania pierwszych zadatków czerwonej krwi czlowiek niepodobny byl do dzisiejszej postaci. Tak niepodobny, ze istotnie bardzo trudno go nawet opisac. Dzisiejszym ludziom, myslacym materialistycznie, móglby sie wydac groteskowy. Czlowiek znajdowal sie wówczas mniej wiecej na poziomie amfibii, plazów zaczynajacych oddychac plucami i powoli uczyl sie przechodzic od dawnych plywajaco-unoszacych ruchów do szukania punktów oparcia na ziemi. Mozna by powiedziec, ze czlowiek w epoce lemuryjskiej skakal – bo trudno jest nazwac ten ruch chodzeniem – potem znowu unosil sie w powietrzu; podobny sposób poruszania sie spotykamy u dawnych kopalnianych jaszczurów. Ówczesne cialo fizyczne czlowieka nie zachowalo sie w zadnych skamienialosciach ani sladach geologicznych, bylo ono bowiem zupelnie miekkie, pozbawione jeszcze calkowicie kosci. Jak przedstawiala sie Ziemia oswobodzona od Ksiezyca? Przedtem, otoczona mgla ognista, znajdowala sie niby w dymiacym, kipiacym kotle.

Potem geste opary powoli ustepowaly. Ziemia miala tylko cienka, stwardniala skorupe, pod która znajdowalo sie kipiace, wrzace morze ognia, pozostalosc mgly ognistej, która dawniej stanowila atmosfere. Stopniowo wylanialy sie male wysepki, pierwsze zaczatki dzisiejszego królestwa mineralów. Na Ksiezycu mielismy jeszcze królestwo roslinno-mineralne; teraz wykrystalizowuja sie z tej ognistej substancji pierwsze zaczatki naszych obecnych skal i kamieni. Przedtem powstala dzisiejsza roslinnosc przeobrazona z dawniejszych istot roslinno-zwierzecych. Zas istoty zwierzeco-ludzkie, które zyly na Ksiezycu, podzielily sie teraz na dwie grupy; jedne z nich osiagnely wyzszy stopien rozwoju i przeobrazily sie w dzisiejszych ludzi, ale byly i takie, które nie dokonaly tego postepu. Sa to dzisiejsze wyzsze zwierzeta, które pozostaly na poprzednim stopniu. Poniewaz nie mogly wraz z innymi isc naprzód, pozostawaly coraz bardziej w tyle. Wszystkie wyzsze zwierzeta, a wiec ssaki, sa zdegenerowanymi potomkami ksiezycowych zwierzeco-ludzkich istot. Nie wyobrazajmy sobie jednak, ze czlowiek byl wtedy zwierzeciem jak dzisiejsze wyzsze zwierzeta. Ciala tych zwierzat okazaly sie wówczas niezdolne do przyjecia jazni, zachowaly ustrój przystosowany do duszy zbiorowej, jaka mialy na Ksiezycu.

Te, które prawie nadazyly, a jednak potem okazaly sie za slabe, aby przyjac w siebie dusze indywidualna, to dzisiejsze malpy. Ale nawet ich nie mozna uwazac za rzeczywistych przodków czlowieka, tylko za istoty, które nie mogac dotrzymac kroku, cofnely sie w rozwoju. Tak wiec Ziemia w okresie lemuryjskim byla ognista masa, w której dzisiejsze mineraly znajdowaly sie jeszcze przewaznie w stanie plynnym. Z tego morza ognia wylonila sie pierwsza wyspa mineralna, a na niej poruszali sie na pól skaczac, na pól fruwajac przodkowie dzisiejszych ludzi. Duch Jazni troszczyl sie, aby stopniowo przeniknac tych ludzi. Musimy sobie wyobrazic te dawna epoke ognia jako czasy ostatnich na Ziemi przejawów sil ksiezycowych, które odtad powoli zamieraly. Ich wplyw przejawial sie w zdolnosci czlowieka do podporzadkowania sil natury swojej woli.

Na Ksiezycu czlowiek byl jeszcze calkowicie zlaczony z natura. Dusza grupowa pracowala nad bytem czlowieka. Potem sie to zmienilo, ale mimo wszystko pozostal jeszcze pewien magiczny zwiazek pomiedzy jego wola a silami ognia. Jezeli czlowiek mial charakter lagodny, to jego wola dzialala uspokajajaco na zywiol ognia. Dzieki temu z ognistego morza mogly tworzyc sie lady. Czlowiek namietny wywieral swoja wola wplyw przeciwny i wzburzone, rozszalale masy ognia rozrywaly cienka skorupe Ziemi. Te namietne, dzikie moce, wlasciwe naturze ludzkiej na Ksiezycu i w czasie powtórzenia ksiezycowego okresu na Ziemi, wybuchly raz jeszcze z wielka sila w tych nowo powstalych indywidualnych duszach ludzkich. Namietnosci te rozpetaly istna burze w owym morzu ognistym i znaczna czesc ladu zamieszkalego przez Lemuryjczyków ulegla zniszczeniu; zaledwie niewielka czesc mieszkanców Lemurii zdolala sie uratowac, zachowujac w ten sposób ród ludzki od zaglady. Wy wszyscy zyliscie juz wtedy, wasze dusze sa tymi samymi duszami, które uratowaly sie z ognistej katastrofy Lemurii. Ta czesc ludzkosci, która przetrwala kataklizm, powedrowala do kraju, który nazywamy Atlantyda, lezacego pomiedzy dzisiejsza Ameryka a Europa. Ród ludzki rozwijal sie tam dalej. Powoli atmosfera Ziemi zmieniala sie.

Resztki dawnej, ognisto-parnej substancji “Ruah” ustapily i jeszcze tylko geste mgly zalegaly powietrze. Podania germanskie zachowaly wspomnienie tych mgiel; kraj Nibelungów nazywa sie Nivelheim – czyli Nebelheim, tzn. kraj tonacy w gestych mglach. A teraz musimy postawic sobie pytanie, jakie duchy dzialaly z zewnatrz az do czasów lemuryjskich? W czasie powtórzenia okresu Saturna byly to Duchy Osobowosci lub Duchy Egoizmu; w czasie powtórzenia okresu Slonca – Duchy Ognia lub Archanioly; w ostatnim zas ksiezycowym okresie istoty, które byly dobrymi duchami dawnej epoki ksiezycowej – Anioly, czyli Duchy Switu. Najwiekszego przewodnika tych duchów nazwalismy Duchem Swietym; wladce slonecznych Duchów Ognia – Chrystusem; wladce na Saturnie – Duchem Ojcem. Ostatni wielki Duch, który dzialal na czele swoich zastepów, nazwany w ezoteryce chrzescijanskiej Duchem Swietym, byl przywódca okresu ksiezycowego – Duchem, który dzialal równiez, gdy okres ksiezycowy powtarzal sie na Ziemi.

Ten wlasnie Duch dzialal z zewnatrz, jak gdyby promieniem swej wlasnej Istoty przenikajac czlowieka. Na poczatku lemuryjskich czasów mamy dwa rodzaje istot; z jednej strony duchy które przygotowywaly cialo czlowieka i zaszczepialy mu swiadomosc jazniowa; z drugiej strony duch, który sam wniknal w czlowieka, gdy zaczal on fizycznie oddychac. Jezeli teraz pomyslimy, ze wszystko, co stanowilo na Saturnie jeszcze mase ognia otoczona subtelniejsza atmosfera, bylo juz na Sloncu substancja gazowa, a potem w atmosferze Ksiezyca mgla ognista, to rozwój naszej planety przedstawi sie nam jako stopniowe oczyszczanie sie, podobnie jak sam rozwój ludzkosci jest oczyszczaniem. To, co dzis nazywamy powietrzem, musialo sie dopiero stopniowo i powoli oczyszczac z oparów i dymów, którymi dawniej bylo wypelnione. Musimy sobie zdac sprawe, ze to, co wydziela z siebie dawna atmosfera naszej planety, to substancje, z których zbudowane sa wszelkie ciala. Powietrze jest najczystszym obszarem z tego, co pozostalo; jest to najdoskonalsza materia, z której duchy przewodnie Ksiezyca, Anioly, moga sobie tworzyc ciala. Dlatego tez czlowiek odczuwal powietrze, które sie oczyscilo, oddzielilo, jako szate zewnetrzna nowych przewodników, Duchów Ziemi, odczuwal w nim ducha przewodniego Ziemi – Jehowe.

W wiejacym wietrze odczuwano ducha, który prowadzil i kierowal Ziemia; w powietrzu, którym czlowiek oddychal, czul cialo Boga. Tak bylo do epoki atlantyckiej; lad Atlantydy stanowi dzisiaj dno Oceanu Atlantyckiego. Magiczny wplyw, jaki ludzie wywierali na morze ognia, na procesy Ziemi, powoli zanikal; pozostal natomiast zachowany w pierwszych czasach atlantyckich inny zwiazek z natura. Czlowiek mógl jeszcze wywierac magiczny wplyw na wzrost roslin. Kiedy nad roslina podnosil reke, która wówczas miala jeszcze inny ksztalt, byl w stanie dzialaniem swej woli przyspieszac wzrost rosliny. Czlowiek byl gleboko zwiazany z natura, co wyrazalo sie w calym jego zyciu. To, co dzis nazywamy inteligencja, mysleniem logicznym, wówczas jeszcze nie istnialo. Ale za to mial czlowiek w wysokim stopniu rozwiniete inne zdolnosci; np. pamiec rozwinieta byla tak bajecznie, ze trudno to sobie nawet wyobrazic. Ludzie nie umieli liczyc, nie byli w stanie policzyc, ze dwa razy dwa równa sie cztery, ale pomagala im pamiec, pamietali to ze wspomnien. Chociaz w okresie atlantyckim ludzie nie odczuwali tak bezposrednio grupowych dusz ras i ludów jak na Ksiezycu, to jednak czuli jeszcze wyraznie ich dzialanie. Bylo ono tak silne dla czlowieka, który nalezal do danego szczepu lub rasy, ze zwiazek z kims nalezacym do innej rasy bylby rzecza niemozliwa. Miedzy ludzmi nalezacymi do róznych grupowych dusz istniala gleboka niechec. Kochalo sie tylko tych, którzy zyli w obrebie tej samej duszy ludu. Mozna powiedziec, ze podstawa tej lacznosci byla wspólna krew, której zródlem byla w okresie Ksiezyca dusza ludu.

Czlowiek pamietal wyraznie przezycia swych przodków i czul sie ogniwem w lancuchu rodowym, spojonym wiezami krwi, podobnie jak reka czuje sie czescia naszego organizmu. To poczucie przynaleznosci bylo w scislym zwiazku z rozwojem czlowieka, podobnie jak inna wazna przemiana, która dokonywala sie w okresie przejsciowym, gdy Ziemia opuszczona przez Slonce, wyrzucila z siebie Ksiezyc. Przemiana ta zwiazana jest bezposrednio z procesem twardnienia, który odbywal sie na Ziemi. Powstalo wówczas królestwo mineralne i jednoczesnie podobny proces twardnienia odbywal sie we wnetrzu ludzkiego organizmu. W miekkiej masie powstawaly stopniowo twardsze czesci, zgeszczone poczatkowo w chrzastki, a wreszcie w kosci. Dopiero z zarysowaniem sie ukladu kostnego czlowiek zaczal chodzic.

Równolegle z powstaniem w organizmie masy kostnej odbywal sie jeszcze inny proces. Gdy Ziemia, aby móc sie rozwijac, wyrzucila z siebie wszystko, co dzis stanowi Ksiezyc, zostawiajac tylko zdolne do dalszego rozwoju elementy, w istotach zamieszkujacych Ziemie powstaly dwojakiego rodzaju sily. Slonce i Ksiezyc znajdowaly sie teraz poza Ziemia i dzieki temu sloneczne i ksiezycowe sily dzialaly na Ziemie z zewnatrz. Wspóldzialanie sil slonecznych i ksiezycowych, które dawniej byly wewnatrz Ziemi, a teraz wywieraly swój wplyw z zewnatrz, sprawilo, ze powstalo oddzialywanie rozdzielajace istoty ludzkie na dwie plci. W dawnych czasach, kiedy Slonce, Ksiezyc i Ziemia stanowily jeszcze jedno cialo, zyjace w nim sily sloneczne zapladnialy to wszystko, co w tym ukladzie mozna by oznaczyc jako element zenski. Slonce odczuwano jako element meski, Ksiezyc jako zenski.

Po oddzieleniu sie Slonca nastapil rozdzial sil miedzy dwa powstale wówczas ciala. Istoty zamieszkujace Ziemie, az do wydzielenia sie z niej Ksiezyca, mozna by nazwac zenskimi, gdyz wszystkie sily zapladniajace naplywaly z zewnatrz, ze Slonca. Dopiero wówczas, gdy Ziemia odrzucila Ksiezyc i wszystko, co dzisiaj jest w nim zawarte, stajac sie przez to zupelnie innym cialem, dopiero wtedy dawny, niezróznicowany element “kobiecy” mógl sie rozdzielic na meski i zenski (w dzisiejszym znaczeniu); w ten sposób równoczesnie z procesem twardnienia Ziemi i powstawania kosci w organizmie ludzkim nastapilo zróznicowanie sie plci czlowieka. A tym samym otworzyly sie drogi do prawidlowego doskonalenia sie jazni.

Facebook