Wykład 10

Wczoraj mówilismy o róznych wcieleniach naszej planety, o wcieleniu Saturna i o dawnym Sloncu. Mówilismy, ze na dawnym Sloncu czlowiek mial juz cialo fizyczne i eteryczne, i wzniósl sie do stopnia bytu roslinnego. Mówilismy takze o tym, ze byt ten róznil sie znacznie od ziemskiego królestwa roslin, gdyz, jak pózniej zobaczymy, dzisiejsze rosliny powstaly dopiero na Ziemi.

Opisywalismy tez, jak w okresie dawnego Slonca przodkowie czlowieka dzieki temu, ze mieli cialo eteryczne, ksztaltowali przede wszystkim te organy, które dzis znamy jako gruczoly wydzielania wewnetrznego, odpowiedzialne za wzrost, rozmnazanie i odzywianie. Organy te istnialy na Sloncu, tak jak skaly, kamienie i rosliny istnieja na Ziemi. Obok nich bylo drugie królestwo, które mozna nazwac zatrzymanym w rozwoju królestwem Saturna, a które mialo w sobie zadatki przyszlego królestwa mineralów. Nie byly to w zadnym razie mineraly w dzisiejszym znaczeniu. Byly to ciala, które nie osiagnely zdolnosci do zlaczenia sie z cialem eterycznym i wobec tego pozostaly na stopniu mineralów, na którym czlowiek znajdowal sie na Saturnie.

Tak wiec mozemy mówic o dwóch królestwach dawnego Slonca. W literaturze teozoficznej spotyka sie czesto wyrazenie, ze czlowiek przeszedl przez swiat mineralny, roslinny i zwierzecy, ale nie jest to dokladne okreslenie. Swiat mineralny, przez który czlowiek przeszedl na Saturnie, mial zupelnie inna postac. Byly to jakby pierwsze zalazki naszych narzadów zmyslowych. I podobnie na Sloncu nie bylo takiej roslinnosci jak nasza dzisiejsza, a tylko to, co dzis zyje w czlowieku jako jego organy odpowiedzialne za wzrost. Wszystkie narzady wydzielania wewnetrznego naszego organizmu mialy na Sloncu nature rosliny, poniewaz byly przenikniete cialem eterycznym. A teraz musimy sobie wyobrazic, ze dawne Slonce wstapilo w stan snu, zaciemnienia, utajonego bytu. Ale nie sadzmy, ze taki okres jest dla planety okresem bezczynnosci, niebytu.

Okres ten podobny jest do czasu spedzonego w dewahanie. Widzielismy, ze czlowiek przebywajac pomiedzy smiercia a nowym narodzeniem w wyzszych swiatach jest caly czas aktywny, ze spelnia prace o wielkiej donioslosci dla rozwoju Ziemi. Jedynie dla obecnej swiadomosci czlowieka stan ten wydaje sie pewnego rodzaju snem. Dla wyzszej swiadomosci jest to jednak zycie o wiele bardziej intensywne niz okresy inkarnacji. Te przejscia sa wedrówka przez niebianskie stany. Sa to okresy wielkiej donioslosci w rozwoju planety. Oznaczamy je teozoficznym wyrazeniem pralaja. A teraz musimy sobie wyobrazic, ze dawne Slonce dobieglszy swojego kresu wstapilo w taki stan snu, a potem przeobrazilo sie w to, co wiedza tajemna nazywa dawnym Ksiezycem, w trzecia inkarnacje naszej Ziemi. Gdybysmy mogli obserwowac te wydarzenia, to przedstawialyby sie one mniej wiecej tak: dawne Slonce przeszedlszy miliony lat trwajaca ewolucje znika, a po milionach lat znowu wylania sie z mroku. Jest to poczatek cyklu ksiezycowego. W pierwszym okresie po wylonieniu sie z mroków pozornego niebytu nie bylo jeszcze mowy o podziale na Slonce i Ksiezyc. Byly one jeszcze ciagle caloscia, tak jak w okresie dawnego Slonca. Wtedy nastapilo powtórzenie stanów poprzednich. Dzieje poprzednich okresów, dawnego Saturna i Slonca powtórzyly sie na wyzszym stopniu. Dopiero potem zaszla zdumiewajaca zmiana w rozwoju tego odrodzonego Slonca; odlaczyl sie Ksiezyc.

Z tego, co przedtem stanowilo jedno cialo, powstaly dwie planety, a raczej gwiazda stala i planeta. Mamy wiec teraz dwa ciala o róznej masie: Slonce i Ksiezyc. Ksiezyc, o którym teraz jest mowa, zawieral nie tylko to, co zawiera dzisiejszy Ksiezyc, ale wszystkie substancje i istoty dzisiejszej Ziemi i dzisiejszego Ksiezyca: Gdybysmy to wszystko mogli razem zmieszac, otrzymalibysmy wlasnie dawny Ksiezyc, który wówczas oderwal sie od Slonca. Slonce stalo sie gwiazda stala dzieki temu, ze zatrzymalo w sobie najlepsza materie razem z najdoskonalszymi istotami duchowymi. Dzieki temu “awansowalo” na gwiazde stala. Oddajac odrebnej, samodzielnej planecie to, co mogloby duchy sloneczne zatrzymac w rozwoju, Slonce stalo sie gwiazda stala. Mamy wiec Slonce, które wznioslo sie na stopien gwiazdy stalej i krazaca wokól w przestrzeni planete, która jeszcze nie zaszla tak daleko jak Slonce – dawny Ksiezyc, czyli dzisiejszy Ksiezyc i Ziemia zlaczone w jedno cialo. Ruch ówczesnego Ksiezyca dokola Slonca byl wówczas zupelnie inny, niz dzisiejszej Ziemi. Dzisiejsza Ziemia obraca sie po pierwsze wokól Slonca, po drugie, wokól wlasnej osi.

Wiemy, ze z obrotem, którego Ziemia dokonuje mniej wiecej 365 razy na rok, zwiazane sa kolejne zmiany dnia i nocy. Natomiast ruch Ziemi wokól Slonca zwiazany jest z porami roku. W okresie ksiezycowym bylo inaczej. Dawny Ksiezyc okrazajac Slonce zwracal sie don zawsze ta sama strona. W ciagu jednego obiegu dokola Slonca obracal sie tylko raz jeden wokól wlasnej osi. Tego rodzaju ruch mial bardzo doniosly wplyw na istoty rozwijajace sie na dawnym Ksiezycu. Spróbujmy opisac ten dawny Ksiezyc. Przede wszystkim musimy powiedziec, ze czlowiek posunal sie w rozwoju znowu o stopien wyzej. Skladal sie teraz nie tylko z ciala fizycznego i eterycznego, ale doszlo do tego jeszcze cialo astralne. Brakowalo mu jeszcze jazni. Dzieki temu czlowiek ksiezycowy osiagnal trzeci stan swiadomosci, swiadomosc obrazowa, której ostatnia, szczatkowa pozostalosc mamy w marzeniach sennych. Poza tym dolaczenie sie ciala astralnego do wczesniejszych czlonów natury ludzkiej spowodowalo w ciele fizycznym szereg przeobrazen. Wiemy, ze w okresie slonecznym najdoskonalsza, najbardziej opracowana czastka ciala fizycznego byly gruczoly wydzielania wewnetrznego. Poza tym organizm czlowieka przenikaly z zewnatrz prady, które zageszczajac sie daly dzisiejszy splot sloneczny. W okresie ksiezycowym, dzieki pracy, jakiej cialo astralne dokonalo nad cialem fizycznym, powstaly pierwsze zalozenia systemu nerwowego, dolaczyly sie nerwy, które do dzis jeszcze jako nerwy rdzenia kregowego – zachowaly pewne podobienstwo.

Musimy zwrócic uwage na to, ze czlowiek nie mial jeszcze w tym okresie samodzielnej jazni, a tylko trzy nizsze czlony jego natury byly samodzielne. Jazn czlowieka znajdowala sie jeszcze w atmosferze Ksiezyca, podobnie, jak niegdys cialo astralne na Sloncu, a eteryczne na Saturnie. Jazn pograzona w boskiej substancji, pracowala nad cialem fizycznym. Jezeli teraz zastanowimy sie nad tym, ze wówczas nasza jazn towarzyszyla pracy boskich jestestw, ze jeszcze sie od nich nie wyodrebnila, nie wydzielila sie z tej duchowej substancji, ze swego boskiego zródla, to zrozumiemy, ze jazn czlowieka zblizajac sie do Ziemi cofnela sie w pewien sposób w swoim rozwoju, ale jednoczesnie rozwinela sie. Rozwinela przez to, ze stala sie samodzielna, zas cofnela w rozwoju dlatego, ze narazila sie na wszelkie bledy, na wszelkie zlo i wystepek. W okresie dawnego Ksiezyca jazn ludzka pracowala tkwiac jeszcze w boskim elemencie ducha. Dzisiaj jazn zbiorowa zwierzat dziala z planu astralnego na plan fizyczny. Jak dzis dusze zbiorowe pracuja nad zwierzetami, tak wówczas jazn ludzka pracowala z zewnatrz nad potrójnym cialem czlowieka.

Mogla jednak wyksztalcic wyzsze ciala niz maja dzisiejsze zwierzeta, dzialala bowiem z boskich zródel bytu. Na dawnym Ksiezycu zyly stworzenia, które staly wyzej od najbardziej rozwinietych dzisiejszych malp, jednak nie tak wysoko jak dzisiejszy czlowiek. Stanowily królestwo stojace na pograniczu miedzy dzisiejszym czlowiekiem i zwierzeciem. Poza tym byly tam jeszcze dwa królestwa, które nie dotrzymaly kroku w rozwoju. Jedno z nich obejmowalo istoty, których ewolucja w okresie slonecznym nie doprowadzila do tego, aby mogly przyjac cialo astralne. Pozostaly one na stopniu, jaki system wydzielania wewnetrznego czlowieka osiagnal na Sloncu. To drugie królestwo ksiezycowe bylo czyms posrednim miedzy dzisiejszym zwierzeciem a roslina, bylo czyms w rodzaju roslinozwierza. Dzisiejsza Ziemia nie zna podobnych stworzen, tylko u tu i ówdzie rozpoznajemy ich szczatkowe slady. Jeszcze trzecie królestwo bylo na dawnym Ksiezycu, które na Sloncu zylo zachowujac stan bytu Saturna, na pograniczu rosliny i mineralu. W ten sposób mamy trzy królestwa na dawnym Ksiezycu; istoty roslinno-mineralne, zwierzeco-roslinne i zwierze-coludzkie.

Tego, czym dzisiaj sa mineraly, czym jest skorupa ziemska, nie bylo jeszcze na dawnym Ksiezycu. Nie istnialy jeszcze kamienie, skaly ani grunt orny. Najnizsze królestwo ksiezycowe bylo czyms posrednim po miedzy mineralem a roslina. Z tego królestwa powstala cala substancja dawnego Ksiezyca. Powierzchnia Ksiezyca przypominala troche podloze torfowe, gdzie rosliny tworza miekka mase. Istoty ksiezycowe chodzily po powierzchni, która byla miekka masa mineralno-roslinna, która mozna porównac do gotowanej salaty. Skal takich jak dzisiaj nie bylo. Wystepowaly jedynie najwyzej stwardnienia przypominajace drewno lub kore niektórych drzew. Z takiej zdrewnialej masy powstawaly na Ksiezycu góry. Bylo to cos podobnego do zeschnietej starej rosliny. Z tego rozwinac sie mialo przyszle królestwo mineralne. Na tej masie roslinnej, na tym “gruncie” rosly istoty roslinno-zwierzece, które nie mogly poruszac sie samodzielnie, byly przytwierdzone do podloza jak dzis korale.

W legendach i podaniach, w których kryje sie gleboka madrosc wtajemniczonych, zawarte jest wspomnienie tych odleglych epok rozwojowych; zwlaszcza w micie o smierci Baldura. Ten germanski bóg Slonca lub swiatla mial sen, który byl przepowiednia jego rychlej smierci. Zasmucili sie tym bardzo bogowie, Azowie, którzy go milowali i rozmyslali, jak go ocalic. Matka bogów, Freya (Frigg), wymogla na wszystkich ziemskich stworzeniach uroczyste przysiegi, ze zadne z nich nigdy go nie zabije. Wszystkie ziemskie istoty przysiegly, totez wydawalo sie rzecza niemozliwa, zeby smierc zagrozila Baldurowi. Pewnego razu, bawiac sie, bogowie rzucali w Baldura rozmaitymi przedmiotami, nie raniac go; wiedzieli ze jest w nim moc, która go broni od rany. Lecz Loki, przeciwnik Azów, bóg ciemnosci, przemysliwal, jak zgladzic Baldura.

Uslyszal on od Freyi, ze wszystkie stworzenia Ziemi przysiegly jej nie zabijac Baldura. Tylko od jednej niepozornej roslinki, która byla nieszkodliwa, od jemioly, Freya nie brala przysiegi. Podstepny Loki wzial jemiole i podal ja slepemu bogowi Hödurowi. Ten zas, nie wiedzac co robi, zabil jemiola Baldura. W ten sposób zlowrózbny sen spelnil sie. W obyczajach i obrzedach ludu jemiola zawsze odgrywala okreslona role. Jest ona symbolem pewnych niesamowitych, pozaziemskich sil. To, czego niegdys uczono w starych misteriach druidów, przeszlo potem do obyczajów i podan ludowych.

Na Ksiezycu grunt stanowila mineralno-roslinna masa, na której rosly ksiezycowe roslino-zwierzeta. Jedne z nich rozwinely sie i na Ziemi osiagnely wyzszy stopien bytu. Inne jednak pozostaly na ksiezycowym stopniu rozwoju, a gdy powstala nasza Ziemia, mogly wystapic tylko w niedoskonalej postaci; musialy pozostac przy zwyczajach z epoki ksiezycowej. Na Ziemi mogly zyc tylko jako pasozyty na roslinnym podlozu. I tak jemiola zyje na innych drzewach, jest bowiem zatrzymana w rozwoju pozostaloscia dawnych roslinno-zwierzecych istot z Ksiezyca. Baldur byl symbolem tego wszystkiego, co idzie naprzód w rozwoju, co przynosi Ziemi swiatlo. Loki natomiast byl przedstawicielem ciemnych mocy, uwstecznionych sil. Nienawidzil on tego, co sie rozwija i dlatego byl przeciwnikiem Baldura. Zadne ze stworzen Ziemi nie moglo byc wrogiem Baldura, boga, który obdarzyl Ziemie swiatlem, gdyz wszyscy razem z nim szli naprzód w rozwoju. Tylko to, co zatrzymalo sie na stopniu ksiezycowym, co czulo sie zlaczone z dawnym bogiem mroku, moglo zabic boga swiatlosci. Jemiola jest równiez waznym srodkiem leczniczym, tak jak inne trucizny, które moga dzialac równiez leczniczo. Tak wiec prawdy kosmiczne znajdujemy czesto ukryte gleboko w dawnych podaniach i zwyczajach ludowych. Przypomnijmy sobie istoty, których najnizszym cialem na Saturnie byla jazn, oraz takie, których najnizszym ogniwem na Sloncu bylo cialo astralne.

Na Ksiezycu istnialy jestestwa, u których najnizszym ogniwem ich natury bylo cialo eteryczne. Ich istote stanowily nastepujace czlony: cialo eteryczne, astralne, jazn, duch jazn, duch-zycie, duch-czlowiek i jeszcze jeden pierwiastek, niedostepny dzisiejszym ludziom, Duch Swiety. Istoty te staly wówczas na tym stopniu rozwoju, co dzisiaj czlowiek. Ezoteryka chrzescijanska nazywa je Aniolami. Sa to istoty, które stoja bezposrednio nad czlowiekiem, a wzniosly sie w swym rozwoju az do stopnia Ducha Swietego. Nazywaja je takze Duchami Switu albo ksiezycowymi Pitri. Duchy Osobowosci, Duchy Jazni mialy jako przewodnika na Saturnie tego, którego nazywamy Bogiem Ojcem. Przewodnikiem Duchów Ognia na Sloncu byl Chrystus, Logos. Na Ksiezycu przywódca duchów zwanych Aniolami byl ten, którego chrzescijanska tradycja nazywa Duchem Swietym. Istoty, które na Ksiezycu przeszly stopien czlowieczenstwa, nie potrzebowaly na Ziemi zstepowac do postaci ciala fizycznego.

Substancja planetarna stawala sie coraz bardziej zageszczona. Na dawnym Saturnie najgestszym elementem byla substancja cieplna; na Sloncu to, co mamy dzisiaj w postaci gazu, powietrza. Substancje te osiagnely jednak troche wiekszy stan skupienia niz dzisiejsze cieplo i gaz. Na Ksiezycu substancje gazowe dawnego Slonca doszly juz do takiego zageszczenia, ze powstala z nich miekka, na pól plynna masa, z której utworzone byly ciala wszystkich istot, nawet tych najwyzszych, istot zwierzeco-ludzkich. Jesli wyobrazimy sobie cos gestszego niz bialko kurzego jajka, bedziemy mieli substancje podobna do ksiezycowej. Z takiej substancji powstal w organizmie czlowieka system nerwowy. Ksiezyc otoczony byl pewnego rodzaju atmosfera, która jednak byla zupelnie inna niz atmosfera dzisiejszej Ziemi. Charakter tej substancji poznamy, gdy pomyslimy o fragmencie “Fausta” Goethego, w którym Faust chce przywolac duchy i wytwarza ogniste powietrze, tzn. powietrze rozpuszczone w wodnej, podobnej do mgly substancji, która umozliwia ucielesnienie duchowych istot. Tym powietrzem przeniknietym gesta mgla i klebami oparów oddychaly wszystkie stworzenia ha Ksiezycu. Nie mialy one jeszcze pluc, tylko rodzaj skrzeli, tak jak dzisiaj ryby. “Ogniste powietrze”, które hebrajska tradycja nazywa Ruah, mozna sobie rzeczywiscie w pewien szczególny sposób przedstawic. Dzisiaj ludzie nie wiedza juz, co to znaczy, ale dawniej prawdziwi alchemicy umieli wytworzyc warunki potrzebne do powstania tej mgly ognistej. W ten sposób zaprzegali do sluzby istoty elementarne.

Mgla ognista byla dawniej dobrze znana. Im dawniej, tym latwiej bylo ludziom ja wytwarzac. Taka wlasnie mgla ognista oddychali nasi przodkowie na Ksiezycu. Pózniej ulegla ona przeobrazeniu i na Ziemi zróznicowala sie na dzisiejsze powietrze z jednej strony, z drugiej zas na to wszystko, co powstalo na Ziemi pod wplywem ognia. Atmosfera Ksiezyca, podobna do mgly i dymu, byla goraca, przenikaly ja, czasem silniej, czasem slabiej, prady, które spuszczaly sie niby sznury z atmosfery na powierzchnie Ksiezyca i zanurzaly sie w ciala ludzkie. Czlowiek polaczony byl z atmosfera Ksiezyca takim jakby sznurem. Przypominalo to polaczenie plodu z organizmem matki za pomoca pepowiny. Z tego ognistego powierza dochodzila do czlowieka substancja, która porównac by mozna z tym, co dzisiaj czlowiek wytwarza wewnatrz swego organizmu, z krwia. Jazn byla na zewnatrz czlowieka i ta droga posylala wlasnie substancje przypominajace krew, które przyplywaly i odplywaly. Istoty nie dotykaly nigdy powierzchni Ksiezyca, unosily sie w jego plynnej, mglistej atmosferze, poruszajac sie w niej tak, jak dzisiaj rózne stworzenia w wodzie. Zadaniem Aniolów, Duchów Switu, bylo wlasnie kierowanie doplywem tych soków “krwi” do ludzkich cial. Te zupelnie nowe warunki rozwoju powodowaly jeszcze inne skutki. Na dawnym Ksiezycu rozpoczal funkcjonowanie pierwszy zarys obiegu krwi. Soki podobne do krwi doplywaly i odplywaly z kosmosu, tak jak dzisiaj powietrze, a jednoczesnie pojawila sie u ksiezycowych zwierzeco-ludzkich istot zdolnosc scisle zwiazana z krwia.

Po raz pierwszy zabrzmial z ludzkiego wnetrza glos, który wyrazal przezycia wewnetrzne. Dopiero po dolaczeniu sie ciala astralnego mozliwe bylo odczuwanie. Te odczucia istota ludzka wyrazala teraz dzwiekami. Nie byly to jednak dowolnie wydawane tony. Stworzenia te nie mogly wyrazac swojej radosci ani bólu. Nie byly samodzielne w wydawaniu dzwieków, odpowiadaly one z góry okreslonym przezyciom. W pewnych porach roku przezywaly te istoty cos, co mozna by nazwac pierwszym zalazkiem instynktów rozrodczych.

Przezycia wewnetrzne, jakie przy tym doznawaly, wyrazaly glosem, poza tym glosu nie wydawaly. W pewnym okreslonym polozeniu Ksiezyca w stosunku do Slonca, w okreslonej porze roku, dzwieczal ten dawny Ksiezyc w przestworzach kosmosu. Mieszkancy jego dawali wyraz swym przezyciom tonami, które plynely w swiat. Pozostaloscia tego sa dzis krzyki, jakie wydaja niektóre zwierzeta, np. jelenie. Glosy te byly raczej objawem ogólnych procesów anizeli dowolnie wyrazonym przezyciem jednostek. Znajdowalo w tym swój wyraz pewne wydarzenie kosmiczne. Wszystko to musimy traktowac jako przyblizony opis. Zwiazani bowiem jestesmy slowami uksztaltowanymi dla wyrazania takiego stanu rzeczy, jaki powstal dopiero na Ziemi. Aby opisac to, co otwiera sie przed jasnowidzacym, trzeba by najpierw wynalezc nowy jezyk. A jednak takie opisy maja swoje znaczenie, sa pierwszym krokiem na drodze do prawdy. Przez obraz, przez imaginacje znajdziemy droge do poznania.

Nie powinnismy wytwarzac sobie zadnych oderwanych pojec, abstrakcyjnych schematów; pozwólmy tylko, aby w duszy naszej powstawaly obrazy, przezywajmy je. Jest to pierwszy stopien poznania. Bowiem jest prawda, ze sily, które dzis w nas zyja, braly juz wtedy udzial w wielkich wydarzeniach kosmicznych, a powracanie do nich mysla i wyobraznia prowadzi nas znowu do stanów, które wtedy przezywalismy. Gdy juz wszystkie istoty zwiazane z dawnym Ksiezycem dobiegly kresu swego ówczesnego rozwoju, przyszedl czas, ze Slonce i Ksiezyc zlaczyly sie znowu w jedno cialo i razem wstapily w okres pralai. I kiedy juz wspólnie przebyly ten okres utajonego bytu, wynurzylo sie z mroku nowe zycie, pierwsza zapowiedz naszego ziemskiego bytu. Teraz nastapilo na wyzszym stopniu krótkie powtórzenie poprzednich stanów. Najpierw byt Saturna, nastepnie byt Slonca, potem oddzielil sie Ksiezyc i poczal okrazac cialo, od którego sie oddzielil. Ksiezyc ten jednak, podobnie jak niegdys, mial w sobie jeszcze Ziemie. A teraz nastepuje kolejna bardzo wazna zmiana. Ksiezyc wyrzucil z siebie to wszystko, co stanowi dzisiejsza Ziemie. Najgorsze elementy i najgorsze istoty, to co hamuje rozwój, co przeszkadza w pracy zabral ze soba dzisiejszy Ksiezyc.

To, co na dawnym Ksiezycu bylo wodnista, plynna masa, skostnialo, skamienialo na dzisiejszym Ksiezycu; to zas, co bylo zdolne do dalszego rozwoju, pozostalo jako Ziemia. Ziemia osiagnela wyzszy etap rozwoju dzieki rozdzieleniu sie dawnego Slonca na trzy ciala: Slonce, Ksiezyc i Ziemie. Podzial ten nastapil przed milionami lat, w zamierzchlym okresie lemuryjskim. Wtedy z istot ksiezycowych, które opisywalismy jako istoty mineralno-roslinne, roslinno-zwierzece i zwierzeco-ludzkie, rozwinely sie dzisiejsze mineraly, rosliny i zwierzeta, a wreszcie czlowiek zdolny juz teraz wziac w siebie jazn, która dotad unosila sie wokól niego i polaczona byla z boskoscia. Przyjecie jazni przez czlowieka nastapilo po rozdzieleniu sie Slonca, Ksiezyca i Ziemi. Od tego czasu czlowiek mógl wytwarzac w swoim organizmie krew i powoli wznosil sie do dzisiejszego stopnia rozwoju.

Facebook